wtorek, 30 października 2018

Tym razem Bolonia

    Po naszym powrocie z Beskidu Sądeckiego, pogoda się zdecydowanie popsuła. Znak, że trzeba ruszać na południe ;-)

   Wycieczka do Bolonii pojawiła się w moich planach natychmiast, gdy Ryanair uruchomił tam loty, ale zamierzałam jechać latem na tydzień i zwiedzić również kilka miast w okolicy, w tym Rawennę i Ferrarę. Tymczasem ciągle wyskakiwały inne pomysły i Bolonia odsuwała się w bliżej nieznaną przyszłość. Ostatnia wycieczka nad Adriatyk obejmowała programem również Rawennę. Skoro nie musiałam już tam jechać z Bolonii, a w dodatku mój mąż złożony chorobą nie był w tym roku w ogóle we Włoszech, uznaliśmy, że możemy sobie wyskoczyć na październikowy przedłużony weekend. Nabyłam więc bilety, wynajęłam pokój z łazienką na trzy noce i wyruszyliśmy w drogę. Spakowaliśmy się w nasze kabinówki dość rewolucyjnie: turystyczne żelazko, mały czajnik i przedłużacz własnej produkcji - wtyczka z cienkimi bolcami na jednym końcu, na drugim listwa z dużymi gniazdami, bez bolców na uziemienie. Po ostatnim pobycie we Włoszech, kiedy nie mogłam używać ani czajnika, ani suszarki, bo mi bolce nie wchodziły do gniazdka, taki patent bardzo mi się spodobał. I okazał się przydatny, bo faktycznie gniazda były tylko na cienkie bolce.

   Startowaliśmy z Modlina w lekkim stresie z uwagi na wrześniowe strajki w Ryanairze. O dziwo oba loty odbyły się punktualnie co do minuty. Po wylądowaniu kupiłam w informacji turystycznej bilety na autobus (po 1,30 €) i udaliśmy się "na azymut" w kierunku przystanku Birra. Zastopowało nas zaraz na początku, ponieważ najbardziej oczywista droga nie posiadała chodnika. Trochę się obawialiśmy iść po ulicy, więc kręciliśmy się dość długo w poszukiwaniu innego przejścia, ale w końcu ruszyliśmy jezdnią wzdłuż parkingu. Zaoszczędziliśmy jakieś 10 €, a straciliśmy bez sensu ponad godzinę czasu, który mogliśmy przeznaczyć na przyjemniejsze zajęcia. Dziś już jestem wielce mądra i wiem, że należy wyjść z budynku w lewo i w miejscu, gdzie chodnik skręca w stronę parkingu, przeciąć tenże parking, a z drugiej strony chodnik poprowadzi już do samego ronda. W każdym razie znaleźliśmy przystanek, pojechaliśmy "81" do San Felice, i przesiedliśmy się do 19-stki. Niestety autobus w soboty nie jeździ przez Strada Maggiore i musieliśmy się trochę przespacerować z walizkami. Na pierwszym zdjęciu Porta San Felice, a na następnych Porta Maggiore, przy której wysiedliśmy:



   Do apartamentu dotarliśmy po 13-tej. Położony na Starym Mieście, w odległości kilka minut spacerem od Dwóch Wież, dość tani, jak na taką lokalizację, całkiem nas usatysfakcjonował. Znajdował się w pięknej zabytkowej kamienicy i urządzony był równie stylowo (aczkolwiek łazienka była stylowa inaczej):








   Uprzejmy właściciel wręczył nam pęk ogromnych kluczy: do bramy wejściowej, do kraty, do mieszkania i do pokoju. Musieliśmy się wszędzie nosić z tym żelastwem, ale daliśmy radę. 

   W Rzymie też byłam za każdym razem po 3,5 dnia, a opisywałam to potem całymi tygodniami. Obawiam się, że tym razem będzie podobnie, bo wyjazd był równie bogaty we wrażenia. Zdjęcia zostały już z grubsza ogarnięte, a zatem do dzieła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Powrót do Bassano del Grappa

     Bassano del Grappa jest śred niej wielkości miastem (40 000 mieszkańców). Leży w miejscu, gdzie płaskie równiny Veneto docierają do prz...