poniedziałek, 16 marca 2026

Ornitologiczny raj

   W czasie naszej wędrówki po Senegalu odwiedziliśmy dwa miejsca, w których można obserwować ptaki w ich naturalnym środowisku. Pierwszą taką wycieczkę odbyliśmy na rozlewiskach rzeki Saloum (lista UNESCO), na których utworzony został park narodowy. Rzeka meandruje wśród lasów namorzynowych, pełnych rozmaitego ptactwa. W czasie wycieczki łodzią po delcie rzeki, tuż przed zmierzchem, na niewielkiej wyspie nazywanej ptasią sypialnią, mogliśmy obejrzeć wspaniałe widowisko. Urządziły je nam nadlatujące z różnych stron kormorany, czaple, wężówki i zimorodki, kolejno lokując się na nocny spoczynek na gałęziach drzew:





   Na ostatnim zdjęciu widać też ostrygi, które się osadzają na korzeniach drzew namorzynowych. Na łodzi mieliśmy okazję je próbować, skropiwszy uprzednio cytrynowym sokiem. W tych okolicach ostrygi paradoksalnie uchodzą za pokarm biedoty z uwagi na ich dostępność. 

  Na północy kraju, w okolicach Saint Louis, znajduje się Park Narodowy Djoudj, trzeci największy park ornitologiczny na świecie, zamieszkiwany przez prawie 400 gatunków ptaków. Jak na taki obiekt, kasa biletowa wygląda dość osobliwie:

  Popłynęliśmy łodzią wzdłuż jednego z ramion rzeki Senegal, podziwiając po drodze piękne okazy wielu gatunków, w tym pelikanów, czapli, kormoranów, ibisów, długoszponów, rybołowów oraz bielików afrykańskich. Oczywiście nie wszystkie udało się nam rozpoznać, natomiast flamingi i bieliki były tak daleko, że nie bardzo dawały się fotografować. Ale i tak całe show skradły stada pelikanów, w związku z tym to one głównie pojawiają się na moich zdjęciach:











   Najbardziej niesamowita była niewielka wyspa, gdzie pelikany urządziły sobie zlot. Niezliczone okazy gęsto tłoczyły się jeden przy drugim. Zagęszczenie ich było tak duże, że wyglądało to wręcz tak, jakby siedziały sobie wzajemnie na głowach:






   Kormorany też pięknie pozowały do zdjęć:

   A na brzegu spacerowały sobie guźce:

   Na dzisiaj to już wszystko, ale c.d.n.

niedziela, 15 marca 2026

W krainie baobabów

   Naszą afrykańską podróż rozpoczęliśmy od 8-godzinnego przelotu z Warszawy do Banjul, stolicy Gambii. Do hotelu dotarliśmy wieczorem, a następnego dnia od razu po śniadaniu ruszyliśmy na północ, do Senegalu, w którym mieliśmy spędzić większość czasu. 

  Senegal to stosunkowo niewielkie państwo, położone w zachodniej części Afryki, nad Oceanem Atlantyckim. Jest członkiem Unii Afrykańskiej. Graniczy z Mauretanią, Mali, Gwineą, Gwineą Bissau i Gambią. Kraj ten jest dawną francuska kolonią, ma stabilną sytuację polityczną oraz dobrze rozwijającą się gospodarkę, w której ważnym ogniwem jest turystyka. Ciekawa jest etymologia jego nazwy. Gdy Portugalczycy, którzy jako pierwsi z Europejczyków dotarli w to miejsce, zapytali gdzie się znajdują, w odpowiedzi usłyszeli wyrażenie „sunu gaal”, co w narzeczu miejscowych rybaków oznaczało: „to są nasze łodzie”. 

 Senegal jest prawdziwym klejnotem Afryki Zachodniej. Charakteryzuje się on zróżnicowanym naturalnym krajobrazem, wyraźnym dziedzictwem kolonialnym i żywą, barwną kulturą. Co ciekawe, aż siedem senegalskich obiektów znalazło uznanie UNESCO i trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa. 

   Przez rzekę Gambia przeprawiliśmy się promem do miejscowości Barra. Była to niezła przygoda i pierwsza możliwość obserwacji afrykańskiego folkloru. Na uwagę zasługiwały zwłaszcza wyjątkowo piękne i zgrabne kobiety, noszące bagaże na głowach. Dzięki tej umiejętności, ćwiczonej od dziecka, poruszają się z wyjątkową gracją w swoich barwnych strojach zwanych bubu:









  Jadąc na północ, zaledwie kilka minut po przekroczeniu granicy z Senegalem, zatrzymaliśmy się w rezerwacie Fathala, gdzie w ramach odpłatnej wycieczki można pójść na spacer z lwami. Postanowiłam, mimo mieszanych uczuć, wziąć w tym udział. Sądzę, że prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku, pomiędzy opowieściami tamtejszych przewodników, jak lewkom jest tam dobrze, a lamentami ekologów o krzywdzeniu zwierząt. Ostatecznie uwierzyłam opiekunom, że akurat te lwy szans na przeżycie na wolności by nie miały, a tu mają dobrą opiekę i nic złego im się nie dzieje. Podobno nie przejawiają agresji, ponieważ są najedzone, a nie z powodu otumanienia jakimiś środkami. W każdym razie przeżycie było jedyne w swoim rodzaju: 




    Jak się dziewczynce znudziła sesja fotograficzna, to po prostu uciekła na drzewo i na tym wspólny spacer się zakończył:

   Następnie, po zakwaterowaniu w hotelu, udaliśmy się na drugą wycieczkę fakultatywną, gdzie już na szczęście żadnych dylematów moralnych nie miałam. Naszym celem była wyspa z lasem baobabów. Te przepiękne, majestatyczne drzewa, chociaż w tym okresie bezlistne, nieustająco nas zachwycały:








   Jeszcze wielokrotnie mieliśmy okazję podziwiać dorodne okazy, widoczne wzdłuż drogi. Już następnego dnia, jadąc w kierunku Saint Louis, zatrzymaliśmy się na poboczu i zrobiliśmy sobie kolejną sesję. Bynajmniej nie ostatnią (ale o tym będzie mowa przy innej okazji): 


  

Ornitologiczny raj

   W czasie naszej wędrówki po Senegalu odwiedziliśmy dwa miejsca, w których można obserwować ptaki w ich naturalnym środowisku. Pierwszą ta...