niedziela, 15 marca 2026

W krainie baobabów

   Naszą afrykańską podróż rozpoczęliśmy od 8-godzinnego przelotu z Warszawy do Banjul, stolicy Gambii. Do hotelu dotarliśmy wieczorem, a następnego dnia od razu po śniadaniu ruszyliśmy na północ. Przez rzekę Gambia przeprawiliśmy się promem do miejscowości Barra. Była to niezła przygoda i pierwsza możliwość obserwacji afrykańskiego folkloru. Na uwagę zasługiwały zwłaszcza wyjątkowo piękne i zgrabne kobiety, noszące bagaże na głowach. Dzięki tej umiejętności, ćwiczonej od dziecka, poruszają się z wyjątkową gracją w swoich barwnych strojach zwanych bubu:









  Jadąc na północ, zaledwie kilka minut po przekroczeniu granicy z Senegalem, zatrzymaliśmy się w rezerwacie Fathala, gdzie w ramach odpłatnej wycieczki można pójść na spacer z lwami. Postanowiłam, mimo mieszanych uczuć, wziąć w tym udział. Sądzę, że prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku, pomiędzy opowieściami tamtejszych przewodników, jak lewkom jest tam dobrze, a lamentami ekologów o krzywdzeniu zwierząt. Ostatecznie uwierzyłam opiekunom, że akurat te lwy szans na przeżycie na wolności by nie miały, a tu mają dobrą opiekę i nic złego im się nie dzieje. Podobno nie przejawiają agresji, ponieważ są najedzone, a nie z powodu otumanienia jakimiś środkami. W każdym razie przeżycie było jedyne w swoim rodzaju: 




    Jak się dziewczynce znudziła sesja fotograficzna, to po prostu uciekła na drzewo i na tym wspólny spacer się zakończył:

   Następnie, po zakwaterowaniu w hotelu, udaliśmy się na drugą wycieczkę fakultatywną, gdzie już na szczęście żadnych dylematów moralnych nie miałam. Naszym celem była wyspa z lasem baobabów. Te przepiękne, majestatyczne drzewa, chociaż w tym okresie bezlistne, nieustająco nas zachwycały:








   Jeszcze wielokrotnie mieliśmy okazję podziwiać dorodne okazy, widoczne wzdłuż drogi. Już następnego dnia, jadąc w kierunku Saint Louis, zatrzymaliśmy się na poboczu i zrobiliśmy sobie kolejną sesję. Bynajmniej nie ostatnią (ale o tym będzie mowa przy innej okazji): 


  

piątek, 30 stycznia 2026

Katedra w Monreale

  Do Monreale przyjechałyśmy przede wszystkim z powodu słynnej królewskiej katedry Santa Maria Nuova, która w 2015 roku znalazła się na liście dziedzictwa światowego UNESCO jako część dziedzictwa arabsko-normańskiego w zachodniej Sycylii (podobnie jak dwie inne katedry: w Palermo i Cefalu, o czym już wspominałam).

   Katedrę w roku 1174 ufundował normandzki król Sycylii Wilhelm II (Guglielmo II) z Altavilli, zwany Dobrym, wnuk Rogera II. Budowano ją od 1176 do 1186 roku, ale potem była jeszcze kilkakrotnie przebudowywana. Na przykład w XVI wieku dobudowano znaczną część mozaikowej podłogi, a w latach 1816–1837 odbudowano sufit, zniszczony przez pożar. Oba portyki także są wynikiem późniejszych modyfikacji.

   Bryła katedry jest wykonana w normandzkiej odmianie stylu romańskiego. W Internecie powielana jest informacja z Wikipedii, że jej wymiary to 102 metry długości, 40 metrów szerokości i 32 metry wysokości, ale to nieprawda. Jest istotnie mniejsza, a powyższe dane dotyczą katedry w Palermo. Ze zdjęcia satelitarnego wychodzi jakieś 70 - 80 m, a nie 100, ale nigdzie nie udało mi się tego potwierdzić. W XVI wieku dobudowano według projektu Giovanniego Domenica (Giandomenica) i Fazia Gaginich portyk wzdłuż lewej, północnej strony:

   Brązowe drzwi  portalowe wykonał Barisanus z Trani ok. 1190 roku, ale nie zwróciłam na nie uwagi, po prostu weszłam do środka. 

   Jeszcze późniejszy portyk, barokowy z XVIII wieku, przylega do głównej fasady. Z boków zamykają ją dwie dzwonnice, z których lewa jest niedokończona i wyraźnie niższa. W górnej części fasady, zakończonej niskim trójkątnym tympanonem, znajduje się ostrołukowe okno, ujęte w dekorację z przeplatającymi się ślepymi łukami. Drzwi Zachodnie to dzieło sztuki w brązie, wykonane w 1189 przez słynnego mistrza Bonnano da Pisa. Te z kolei były zamknięte, dzięki czemu oba skrzydła były wyraźnie widoczne i rzucały się w oczy:




    Wnętrze katedry w kształcie krzyża łacińskiego ma trzy nawy, każda jest zakończona półkolistą absydą. Wykończenie stanowi mieszankę dwóch stylów. W arabskim wykonane są motywy geometryczne w dolnej części ścian i podłoga, wykończone platerowanym marmurem na wzór islamskich meczetów. W stylu bizantyjskim wykonano przedstawienia figuralne w ołtarzu oraz górne partie ścian, pokryte bizantyjskimi mozaikami, z których katedra słynie na całym świecie. Wykonali je artyści miejscowi i przybyli z Konstantynopola w latach 1179 - 1182. Kluczowe epizody historii świętej od Stworzenia po Wniebowstąpienie Chrystusa przedstawiono na imponującej powierzchni 6340 metrów kwadratowych mozaik, drugich co do wielkości na świecie po bazylice Hagia Sophia w Stambule. Tło scen z Nowego i Starego Testamentu, życia świętych i w końcu olbrzymiej figury Chrystusa jest złote. Oblicza się, że na to tło katedry zużyto ponad 2,5 ton czystego złota:






    Sufity i górne partie ścian są niemniej wspaniałe:









  W transepcie, od strony południowo-wschodniej, przechowywane są sarkofagi Wilhelma I, ojca fundatora katedry, oraz samego Wilhelma II. Ten pierwszy pochodzi, tak jak katedra, z końca XII wieku, drugi - z roku 1575. 




  W głównej absydzie, u góry, dominuje postać Chrystusa Pantokratora, zajmująca powierzchnię o wysokości 7 m i szerokości 13,3 m. Prawą ręką Chrystus błogosławi, w lewej trzyma otwartą księgę z cytatem z Ewangelii św. Jana. Mozaiki poniżej postaci Chrystusa przedstawiają Maryję z Dzieciątkiem, obok niej archaniołów Gabriela i Michała oraz apostołów Piotra i Pawła; jeszcze niżej przedstawione są postacie świętych, a w centrum sklepienia - Sąd Ostateczny. Pozostałe mozaiki prezentują sceny ze Starego Testamentu: stworzenie świata, sceny z życia Chrystusa, apostołów Piotra i Pawła i świętych kościoła.




  W prezbiterium znajduje się barokowy ołtarz główny, który jest dziełem Luigiego Valadiera (1711), a pod łukiem tęczowym absydy, naprzeciw siebie, tron ​​królewski i krzesło biskupie: 



    Znajduje się tu jednak również perełka, pochodząca z innej epoki - sycylijskiego baroku, „Cappella del Santissimo Crocifisso” (Kaplica Najświętszego Krucyfiksu). Zbudowana została w latach 1686 -1692 na polecenie Giovanniego Roano, arcybiskupa Monreale przez jezuickiego architekta Italię. Najważniejszym punktem jest wielki krucyfiks z XV wieku, znajdujący się nad ołtarzem kaplicy. Krzyż Chrystusa jest osadzony w wizerunku Drzewa Jessego, ukazującego królewskie pochodzenie Chrystusa. Całe wnętrze pokryte jest misternymi rzeźbami i inkrustacjami z marmuru. Ściany kaplicy otaczają posągi czterech proroków Starego Testamentu: Izajasza, Ezechiela, Jeremiasza i Daniela:










  Kaplica Świętego Kastrensa (Castrense), biskupa Kartaginy, który żył około V wieku n.e. zawiera cyborium z baldachimem, wspartym na czterech marmurowych kolumnach. Relikwie świętego są na stałe umieszczone w urnie pod ołtarzem. Na tylnej ścianie znajduje się obraz świętego w papieskich szatach. U jego stóp klęczy kardynał Ludovico II Torres, trzymając pastorał zwieńczony krzyżem i prosząc o ochronę dla siebie, miasta i diecezji Monreale. Jest to dzieło Antonia Novelli, ojca słynnego malarza Pietra Novellego, zwanego Monrealese:

  Ołtarz Madonna del Popolo jest kolejnym przykładem bogatego sycylijskiego baroku. Centralnym elementem jest rzeźba Madonny z Dzieciątkiem, znana jako Madonna del Popolo (Matka Boża Ludu). Rzeźba datowana jest na XVI wiek, wykonana z drewna i pokryta polichromią oraz złoceniami. Ołtarz otoczony jest misternie rzeźbionymi elementami dekoracyjnymi, w tym figurami aniołów (putta) i kolumnami z czerwonego marmuru:


    Piękna, bogato zdobiona kaplica Najświętszego Sakramentu znajduje się w lewej absydzie:



 I już całkiem na zakończenie kilka ciekawych detali: obraz nieznanego artysty z południa, pochodzący z końca XII wieku: Matka Boża "Odigitria" (Ta, która wskazuje drogę), nazywana "Madonną Wilhelma II", chrzcielnica, a za nią we wnęce posąg Jana Chrzciciela i jeden ze świeczników:








   I na tym naszą wędrówkę po północnej i zachodniej Sycylii zakończyłam, świadoma tego, ile jeszcze do obejrzenia zostało. Ale zanim tu wrócę, będę chciała odwiedzić wschodnie rejony wyspy, które podobno są jeszcze ciekawsze.

W krainie baobabów

   Naszą afrykańską podróż rozpoczęliśmy od 8-godzinnego przelotu z Warszawy do Banjul, stolicy Gambii. Do hotelu dotarliśmy wieczorem, a na...