Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monte Isola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Monte Isola. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 września 2023

Trochę dalej od Gardy

    Kolejnego dnia opuściliśmy jezioro Garda i wybraliśmy się nad sąsiednie, znacznie mniejsze, Lago d'Iseo. Dojechaliśmy do Sulzano, skąd odpływają statki do Peschiera Maraglio (w odróżnieniu od Peschiery nad Gardą) i na rejsy po jeziorze:



   Zaczęliśmy od rejsu, okrążając oprócz głównej wyspy jeziora również dwie małe: Isola di San Paolo i Isola di Loreto z charakterystycznym zamkiem. Ponieważ obie należą do osób prywatnych, można je było oglądać jedynie od strony wody:






   Natomiast na największą wyspę Monte Isola popłynęliśmy na sam koniec z zamiarem spędzenia trochę czasu w Peschiera Maraglio:





   Po dopłynięciu do portu natychmiast ruszyliśmy stromymi uliczkami pod górę, aby obejrzeć zdumiewający jak na tak małą miejscowość barokowy kościół Chiesa di S. Michele Arcangelo z XVIII wieku, widoczny z daleka na dwóch poprzednich zdjęciach. Wygląd zewnętrzny nie zapowiada tego, co znajduje się w środku, fasada jest raczej prosta. Trudno ją sfotografować, bo uliczki są tam kręte i bardzo wąskie. Natomiast dekoracja wnętrza jest bardzo bogata, zarówno jeśli chodzi o sztukaterie (XVIII-XIX w.), jak i freski, które są dziełem Francesco Montiego, malarza z Bolonii:









     Historyczne centrum to kilka klimatycznych wąskich uliczek, a dzięki dużemu nachyleniu zbocza często otwiera się między nimi widok na jezioro:






  Nabrzeże jest dobrze przygotowane na przyjazd turystów, jest tam mnóstwo sklepików i różnych lokali, oferujących miejscowe przysmaki. Z upodobaniem fotografowałam kwitnące na niebiesko ołowniki, co po czerwcowych wszechobecnych jaśminowcach jest miłą odmianą: 



   
      Zanim wróciliśmy do Spiazzi, zajechaliśmy jeszcze do Werony. Uzupełniłam sobie brakujące budynki lub ich fragmenty, które przeoczyłam poprzednim razem, ale ich opisy umieściłam w notkach z tamtego wyjazdu. O kościele San Giovanni in Foro pisałam TUTAJ, a o San Fermo TUTAJ. A resztę czasu przeznaczyliśmy na luźne szwendanie się po mieście, omijając główne place i deptaki, bo były jeszcze bardziej zatłoczone, niż pod koniec maja. 

   A więc na zakończenie spacer i obiadek w Weronie plus kilka ciekawszych obiektów. Najpierw do kompletu kolejny przykład ogródka z ołownikiem:


    Następnie mosty: Ponte di Castelvecchio, Ponte della Vittoria, Ponte Pietra plus widok na Teatro Romano i zamek św. Piotra z tarasu Cappa Cafe nad Adygą, na którym jedliśmy obiadek. Mimo, że nazwa nie sugerowała restauracji, lokal ugościł nas bardzo dobrym jedzonkiem:




   Kolejny budynek to Palazzo Turchi o ciekawej historii. Właściciel, rycerz Pio Turchi, chciał upamiętnić zwycięstwo odniesione przez armię chrześcijańską (zwłaszcza wenecką) nad flotą osmańską w bitwie pod Lepanto 7 października 1571 roku, a niedługo potem niektóre postacie na fasadzie, przedstawiające Turków, ktoś pozbawił głów, które następnie umieścił na Piazza Erbe, gdzie zwykle wystawiano głowy skazanych na śmierć. Jak widać jednak posągi naprawiono:



   I jeszcze kościół San Nicolo z XVII wieku, zbudowany na miejscu wcześniejszego, romańskiego, ale nie dokończono fasady. Po zawaleniu się kościoła San Sebastiano na skutek bombardowań w czasie II wojny światowej, w latach 50-tych zachowaną neoklasycystyczną fasadę "przeszczepiono" świętemu Mikołajowi:


A tu ja pod pomnikiem Vittorio Emanuele II




Matera, cz. 3 - nie tylko Sassi

    Na początku naszego pierwszego spotkania z Materą mieliśmy trochę wolnego czasu do zagospodarowania. Od parkingu szybko przebrnęliśmy pr...