Po skromnym śniadanku (ale było, więc nie narzekamy) ruszyłyśmy na zwiedzanie Ayutthai. Opisy i zdjęcia będą za chwilę, ale najpierw trochę historii.
Ayutthayę założył około 1350 roku tajski król Rama Thibodi, który opuścił Lop Buri z powodu trwającej tam epidemii. Już na początku XV wieku miasto było stolicą potężnego mocarstwa, które obejmowało teren prawie całej dzisiejszej Tajlandii i wygrywało wojny nawet ze słynnym imperium Khmerów. W XVII wieku mieszkało tu około miliona ludzi, więcej niż w którymkolwiek mieście ówczesnej Europy. Podobno istniało tu wówczas ponad 1,5 tysiąca świątyń. Dalsze losy miasta były dość burzliwe, dały mu się we znaki zwłaszcza liczne wojny w XVIII wieku, aż wreszcie w roku 1767 napadli je Birmańczycy, którzy je złupili i prawie doszczętnie spalili. Nie zachowały się pałace, w większości drewniane, a wyposażenie świątyń zniszczono lub rozkradziono. Władcy Tajlandii przenieśli wtedy stolicę do Bangkoku i nigdy już Ayutthaya nie wróciła do dawnej świetności.
Dziś dostępne są do zwiedzania ruiny wielu świątyń, ale turysta, któremu dziesięć dni ma wystarczyć na cały pobyt w Tajlandii, spokojnie może się ograniczyć do kilku najważniejszych. Te, które wchodzą w skład Parku Historycznego Ayutthai, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, są położone obok siebie w centrum miasta. Ponieważ z naszego hotelu było niedaleko do pierwszej ze świątyń - Wat Mahathat, nie korzystałyśmy z żadnego transportu, tylko dotarłyśmy do niej pieszo. Oprócz niej, w ramach krótkiego spaceru, który za chwilę opiszę. odwiedziłyśmy jeszcze kilka sąsiednich.
Świątynia Wat Mahathat prawdopodobnie została zbudowana pod koniec XIV wieku przez króla
Borommaracha I. Legenda mówi, że król doznał objawienia, a wtedy nagle
pojawiły się przy nim szczątki Buddy. Aby pomieścić te relikwie, nakazał zbudować świątynię.
Nazwa "Wat Mahathat" dosłownie oznacza "Klasztor Wielkiej
Relikwii". Przez lata świątynia służyła jako miejsce ważnych wydarzeń i uroczystości. Oprócz bycia centralną królewską świątynią imperium, stanowiła także dom najwyższego kapłana miasta. Jako ciekawostkę można przytoczyć informację, że w 1956 roku, po usłyszeniu doniesień o cennych przedmiotach,
władze zdecydowały o odkopaniu centralnej wieży, która zawaliła się wiele lat
wcześniej. Znaleziono wówczas skarbiec, pełen unikalnych artefaktów, w tym mały
relikwiarz, zawierający kawałek kości wielkości ziarna ryżu. A tak to obecnie wygląda:
A takie zdjęcie z Wat Mahathat ma każdy, kto tam był, pokazuje je również większość przewodników - głowa Buddy wśród korzeni figowca:
Po drugiej stronie ulicy znajduje się kolejna
świątynia, Wat Ratchaburana, ufundowana w 1424 roku przez króla Boromaraja II, aby pomieścić
prochy jego starszych braci, którzy zginęli w walce o tron. Wysoki prang
świątyni jest nieźle zachowany i ozdobiony wieloma nagami, garudami oraz innymi
rzeźbami pięknie wykonanymi w stiuku.
Świątynia ta w czasach współczesnych była
celem napadu stulecia. Włamywacze, zainspirowani znaleziskiem w Wat
Mahathat podejrzewali, że wieża Wat Ratchaburana może również posiadać taki
skarb. Udało im się dostać do krypty ukrytej pod komnatą i
rzeczywiście znaleźli umieszczone tam złoto i klejnoty. Na szczęście
zostali aresztowani, zanim zdołali pozbyć się łupów, a skradzione przedmioty, podobnie, jak te odkryte w Wat Mahathat, zostały wystawione w Muzeum Chao Sam Phraya. W połowie wysokości wieży znajduje się pomieszczenie modlitewne. Tuż pod nim istniała jeszcze zamknięta
komnata ozdobiona malowidłami ściennymi. Pod nią znajdowała się kolejna
maleńka komnata, ozdobiona bogatszymi freskami i zawierająca kamienną kasetę z
wieloma małymi amuletami i innymi przedmiotami, w większości
złotymi. Przedmioty te otaczały małą szkatułę z relikwiami Buddy. Po
odkopaniu wieży z głównej komnaty zbudowano strome wąskie schody, aby uzyskać
dostęp do dwóch dolnych komór. Niestety teraz wejście było zamknięte. Poniżej kilka ujęć Wat Ratchaburana:
Z tego miejsca po kilkuminutowym spacerku doszłyśmy do Wat Thammikrat. Uważa się, że świątynia mogła powstać wcześniej niż stolica syjamska w Ayutthaya, a później
została włączona do nowego miasta. Wat Thammikarat wydaje się być w w ruinie,
ale w rzeczywistości jest aktywną świątynią z mnichami. Powstało tu kilka
nowych budowli, ale nie ma wśród nich niczego godnego uwagi. Wzrok przyciągają natomiast pozostałości gigantycznej sali modlitewnej (wiharn). Wzdłuż budynku
ustawione są masywne kolumny, a kolejne, jeszcze większe, tworzą dwa rzędy we wnętrzu.
Jedyne okna w ścianach bocznych to wąskie szczeliny. Atmosferę rozpadu
dodatkowo pogłębia obecność kilku drzew wyrastających z podestu w pobliżu
tylnej ściany wiharnu. Obok stoją ruiny ośmiobocznej Czedi z wczesnego okresu Ayutthai, otoczone lwami ze stiuku i cegieł:
Świątynia znajduje się tuż za wschodnią ścianą pałacu królewskiego, w pobliżu rzeki. Po wyjściu stamtąd skierowałyśmy się na południe, mijając po drodze pozostałości murów oraz fundamenty dawnego pałacu Wang Luang. W XVIII wieku Birmańczycy zdobyli miasto i spalili drewniane budynki
pałacowe. Konstrukcje ceglane zburzyli pierwsi władcy Bangkoku i wysłali je w dół
rzeki na budowę nowej stolicy, a pałacu nigdy nie odbudowano:
Na końcu za drzewami zaczęły się wyłaniać wieże kolejnej świątyni - Wat Phra Si Sanphet, do której zmierzałyśmy.
Trzy
dzwonkowate czedi w Wat Phra Si Sanphet praktycznie stały się symbolem
Ayutthayi. Budowla jest jednym z najlepiej zachowanych zabytków na wyspie. Prawdopodobnie powstała za rządów króla
Boromatrailokanata w 1448 roku, chociaż istnieje wiele dowodów, że istniała już wcześniej. Swoją nazwę przyjęła od stojącej figury Buddy o wysokości 16 metrów,
wzniesionej tam w 1503 roku i pokrytej ponad 150 kilogramami złota.
Trzy duże czedi zbudowano, aby pomieścić prochy
króla Boromatrailokanata i jego dwóch synów, króla Ramathibodhi i króla
Boromatrailokanata II. Są one uważane za typowe dla stylu Ayutthaya, a
kilka ich replik powstało w Bangkoku, między innymi w Świątyni Szmaragdowego Buddy. Trzy stupy otoczone są dużym
krużgankami z mniejszymi czedi. Na końcu znajdują się pozostałości mniejszej
kaplicy z figurą Buddy (obecnie bezgłową). Świątynia była pierwotnie połączona
z pałacem królewskim (Wang
Luang).
Obok tej ostatniej świątyni mieści się ośrodek ze słoniami, na których można się przejechać. Zawsze myślałam, że na słoniach od stuleci jeżdżono i nie ma w tym nic zdrożnego, jednak ostatnio powstał wielki szum wokół tych biednych zwierząt, podobno maltretowanych i straszliwie krzywdzonych przez treserów, czyniąc amatorów takiej przejażdżki współodpowiedzialnymi za ten stan rzeczy. Nie wiem, ile w tym prawdy, a ile przesady, ale nie zdecydowałam się na jazdę na słoniu, chociaż mi się marzyła:
W końcu wróciłyśmy na dworzec, gdzie poczyniłyśmy obserwacje socjologiczne, jako że towarzystwo było interesujące:
A w kolejnym odcinku znowu Bangkok. Zapraszam.


















































