Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golfo dei Poeti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golfo dei Poeti. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2025

Lerici - miasto poetów

    Lerici jest typowym wakacyjnym kurortem w prawdziwie włoskim stylu, z piękną mariną, uliczkami zabudowanymi kolorowymi kamienicami, z nieodzownym w tym rejonie średniowiecznym zamkiem, górującym nad miastem. Miasteczko najprawdopodobniej zostało założone przez Etrusków. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z VII wieku p.n.e. Potem zostało zdobyte przez Rzymian, którzy rozbudowali tu port. W średniowieczu znalazło się w obszarze Republiki Genueńskiej. Następnie zostało sprzedane miastu Lucca, by w końcu stać się obiektem ciągłych sporów między Republiką Genueńską i Republiką Pizy. W 1479 roku miasteczko wróciło do Republiki Genueńskiej. Gdy upadła, trafiło do Republiki Liguryjskiej, stworzonej przez Napoleona, potem do Królestwa Sardynii i ostatecznie do Zjednoczonych Włoch.    

   Pięknem Lerici zachwycał się sam Dante. Na początku XIX w. zaczęli dołączać twórcy z innych krajów Europy, znajdując tu ciszę i skupienie. Wspominałam poprzednim razem o kilku z nich, ale bywali tu także George Sand, Gabriele D’Annunzio i Filippo Tommaso Marinetti. Lerici było bliskie również wielu malarzom, w tym angielskiemu pejzażyście Williamowi Turnerowi (1775 – 1851) oraz Sandro Botticellemu. W pobliskim Fezzano swą willę miała Simonetta Vespucci, muza i ukochana artysty, której rysy nadał on bogini miłości na obrazie "Narodziny Venus".  

    Dotarliśmy tu po spacerku z Tellaro. Zwiedzanie zaczęliśmy od pokręcenia się po Piazza Giuseppe Garibaldi, w pobliżu morza i portu. Wieża, widoczna na części zdjęć koło głównego placu, przy Largo Guglielmo Marconi, należy do Oratorio di San Rocco. Prawdopodobnie wybudowano je w XIII w., a zadedykowano świętemu Rochowi później, podczas epidemii dżumy, która miała miejsce w Lerici w XVI w.:





   Domy w okolicy, zarówno te mijane podczas spaceru nabrzeżem, jak i te położone głębiej, przy bocznych uliczkach, tworzą cudowny klimat liguryjskiego miasteczka:











   Po wypiciu kawki krótkim odpoczynku w cieniu kawiarnianego parasola, wybraliśmy się do  zamku. Zbudowano go w 1152 r. na skale, dominującej nad miasteczkiem. Ze względu na jego strategiczną pozycję, Republika Genueńska i Republika Pizy bardzo często o niego konkurowały. Na przestrzeni wieków był wielokrotnie przebudowany, a w 1555 roku uzyskał swój obecny kształt:







   Obecnie w zamku mieści się muzeum, w którym można obejrzeć multimedialną prezentację historycznych wydarzeń:







   Na zamku jest kilka tarasów widokowych, z których można podziwiać wybrzeże Ligurii. Również jachty w marinie najpiękniej się prezentują, widziane z wysokiego wzgórza:






      Z przystanku autobusowego zrobiłam na pożegnanie jeszcze jedno zdjęcie zamku i po paru minutach ruszyliśmy do La Spezii:

czwartek, 12 czerwca 2025

Tellaro i ośmiornica

  Kolejny dzień zaprowadził nas na wschodnią stronę Golfo dei Poeti, czyli Zatoki Poetów. Nazwa pochodzi od poetów i pisarzy, którzy szukali inspiracji, spędzając tu czas. Ten fragment liguryjskiego wybrzeża od wieków zachwycał wielkich twórców - Dantego, Shelley'a, Botticellego czy Turnera. Wśród nich byli także dwaj słynni Brytyjczycy – Lord Byron i David Herbert Lawrence. Nazwę “Zatoki Poetów” nadał okolicy komediopisarz Sem Benelli.    

  Można tu zobaczyć dwa malownicze miasteczka Lerici i Tellaro. Ponieważ jechaliśmy tam koło południa, postanowiliśmy zacząć od Tellaro, położonego na najdalej wysuniętym na wschód krańcu Zatoki, a wracać wieczorem z Lerici, które ma lepsze połączenie z La Spezią. 

   Przyjechaliśmy tu autobusem i wysiedliśmy na końcowym przystanku Tellaro Capolinea, na Piazza E. Figoli, w pobliżu XX - wiecznego kościoła Stella Maris. Z placu przed kościołem pięknie widać dolną część miasteczka. Ponieważ było wczesne popołudnie, a my zdążyliśmy już zgłodnieć, zaczęliśmy od makaronu w Osteria del Polpo:









  Posiliwszy się nieco, skierowaliśmy się na dół. Tellaro jest malutkie, ale urocze. Jego niewątpliwe piękno sprawiło, że znalazło się na słynnej liście najpiękniejszych wsi i małych miasteczek we Włoszech - „I Borghi più belli d’Italia”. Pastelowe budynki w niektórych miejscach przylegają do skalistego klifu. Pomiędzy kamieniczkami przebiegają wąskie i strome uliczki, chodniki i schody:





  Większość z nich prowadzi w dół, nad samo morze i do kameralnego portu. Obok portu znajduje się placyk z barem oraz mała plaża. Zeszliśmy tam i zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę:






  Tuż obok, na małym cypelku, stoi pastelowo-różowy kościółek pod wezwaniem San Giorgio (Św. Jerzego)Jest on najważniejszym zabytkiem miasta. Został zbudowany na skale i z trzech stron otoczony jest morzem. Kościół oraz ołtarz pochodzą z XVI w.. Przez stulecia budynek poddawany był erozji fal i soli morskiej, przez to dotrwał do dzisiejszych czasów w dość kiepskim stanie. Obok jest taras widokowy:






   Z kościołem w Tellaro związana jest pewna legenda. Głosi ona, że w 1660 r. sareceński pirat Gallo d’Arenzano, potanowił zdobyć Tellaro. Tego dnia pogoda była wyjątkowo brzydka, deszczowa i mglista. Dzwonnica kościoła służyła wówczas mieszkańcom za wieżę zwiadowczą. Niestety tej nocy zwiadowca zasnął, a mimo to dzwon kościoła zaczął bić na alarm. Obudzeni mieszkańcy odparli atak piratów. Gdy znaleźli się przy wieży, zobaczyli gigantyczną ośmiornicę, przyczepioną do sznura i kołysząca dzwonem. Od tamtej pory właśnie ośmiornica jest symbolem tego rybackiego miasteczka. 

  Podeszliśmy kolejną uliczką w górę mijając kolejne kolorowe domki, wzniesione ciasno jeden obok drugiego:



   Ponieważ w najbliższym czasie rozkład jazdy nie przewidywał żadnego autobusu, zeszliśmy do drogi i powędrowaliśmy dalej wzdłuż wybrzeża, aż do Lerici. To wprawdzie tylko 3,1 km, przewidziane na 40 minut, ale trochę słabo się szło. Na szosie był spory ruch, a chodnika ani pobocza praktycznie nie było. W dodatku panował upał. Pocieszaliśmy się za to pięknymi widokami: 








   A o Lerici będzie następny post.

Matera, cz. 3 - nie tylko Sassi

    Na początku naszego pierwszego spotkania z Materą mieliśmy trochę wolnego czasu do zagospodarowania. Od parkingu szybko przebrnęliśmy pr...