środa, 23 kwietnia 2025

Mandawa

   Indie dzielą się na 28 stanów plus 8 terytoriów. W ramach mojej pierwszej (i może nie ostatniej) wyprawy postanowiłam odwiedzić Radżastan (Rajastan). To największy ze stanów, nieco większy od Polski. Leży w północno - zachodniej części Indii, przy granicy z Pakistanem, natomiast jego wschodnia granica znajduje się stosunkowo niedaleko od Delhi (około 130 km). Wielkość Radżastanu i bogactwo jego zabytków sprawiają, że dwutygodniowa wycieczka po jego terenie pozwala jedynie bardzo pobieżnie się z nim zapoznać. Niestety dużo czasu zajmują przejazdy, więc na zwiedzanie poszczególnych miast nie zostaje go zbyt wiele. Podobnie było drugiego dnia naszego pobytu w Indiach, kiedy to prawie 7 godzin jechaliśmy z centrum Delhi (korki!) do Mandawy, położonej o 300 km na zachód.

   Otaczający Mandawę Szekhawati to półpustynny region Radżastanu, przez który przebiegały szlaki handlowe z Chin czy Środkowego Wschodu. Tutejsze miasta stawały się ważnymi ośrodkami handlu, zatrzymywały się w nich karawany, wiozące przyprawy, kamienie szlachetne, tkaniny i opium. Miejscowy władca Thakur Naval Singh w 1755 roku zbudował w Mandawie fort, aby ją chronić. Rosnące wokół niego miasto wkrótce przyciągnęło dużą rzeszę kupców, a później także przedsiębiorców. Zamieszkali tu prawdziwi bogaczedysponujący nieprawdopodobnie wielkimi majątkami. Powstały wtedy wspaniałe rezydencje, zwane havelami. Ich fasady zdobiono freskami o wysokiej wartości artystycznej, niezwykle barwnymi i bogatymi, przedstawiającymi różne sceny erotyczne, religijne, czy z życia codziennego. Przeważa tu błękit - w Indiach to kolor dobrobytu i bogactwa. 

  Po pewnym czasie zbudowano na południu Indii morski port, co spowodowało zmianę trasy karawan, w dodatku najbardziej zyskowny handel opium został zakazany. W rezultacie kupcy powoli opuszczali miasteczko, aż w końcu ich cudowne domy zupełnie opustoszały. Niektóre zostały wyremontowane i zamienione na hotele, część jednak, pozostawiona bez opieki, szybko niszczeje.

  Gdy spacerowaliśmy uliczkami Mandawy, mijaliśmy wiele domów ze śladami dawnej świetności, w lepszym lub gorszym stanie. Nie trafiliśmy na znany mi z internetu obszar, gdzie takich mocno zrujnowanych domów jest wyjątkowo dużo, więc w mojej relacji Mandawa wygląda chyba nieco lepiej, niż w rzeczywistości:















   Większość tego typu obiektów albo niszczeje opuszczona przez właścicieli, albo została sprzedana i przerobiona na hotele. Weszliśmy do dwóch z tych dostępnych dla zwiedzających. Pierwszy to Thalia Haveli, w którym znajduje się coś w rodzaju muzeum, można też kupić różne pamiątki. Z ulicy niepozorna brama prowadzi do pierwszego dziedzińca. Tu znajdował się salon, w którym gospodarz przyjmował swych gości. Kobiety w takich spotkaniach nie uczestniczyły, ich życie toczyło się w drugiej części domu, na kolejnym dziedzińcu. Dookoła na wyższych poziomach znajdują się balkony, z których można oglądać dziedzińce. Zapraszam na mały spacer po całej rezydencji, może trochę chaotyczny, ale na pewno ciekawy:




















  Z jednego z tarasów, położonego na najwyższym poziomie, widać nie tylko całe domostwo, ale także zamek:

  Drugi obiekt to hotel Legacy Mandawa, wprawdzie aktualnie czynny, ale wpuszczono nas do części wspólnej, na dziedzińce. Tu już wykonano poważniejszy remont:












   Po wyjściu z hotelu Legacy minęliśmy trzy ciekawe, chociaż mocno zaniedbane obiekty. Położone są blisko siebie i dość podobne w stylu. Trochę się nakombinowałam, żeby dopasować zdjęcia do nazw, między innymi próbowałam wyszukiwania po obrazach, ale praktycznie bez efektu. Pierwszy budynek został na mapach Google opisany jako ruiny świątyni hinduskiej Saini Mandir, ale nie jest to pewna informacja. Równie dobrze może to być haveli, bo niektóre z nich mają takie wieżyczki z kopułami:



   Drugi, zdecydowanie większy obiekt, to Royal Junction Palace, gdzie przez jakiś czas funkcjonowała restauracja (być może powiązana z hotelem Royal Rest), ale ostatnio jest opuszczona i nic się tam nie dzieje od 7 lat. Szkoda, bo budynek dość niezwykły:



Trzeci przykład bogatego dziedzictwa architektonicznego z tej okolicy, to platforma ze studnią Harlalka Well i czterema filarami. Jest trochę zaniedbana i w stanie lekkiego rozkładu, ale obejrzeć warto. Wiąże się z nią legenda, że ma nieskończoną głębokość i może spełniać wypowiadane nad nią życzenia:



I to już wszystko z Mandawy, jedziemy dalej 😀

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katedra w Monreale

  Do Monreale p rzyjechałyśmy przede wszystkim z powodu słynnej królewskiej katedry  Santa Maria Nuova, która w 2015 roku znalazła się na li...