poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Gorlice w deszczu

    W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na krótko w Gorlicach i Bieczu. 

   Gorlice mnie trochę rozczarowały, bo w niczym nie przypominały miasta, które pamiętałam z jakiejś wizyty sprzed bardzo wielu lat. Mam przed oczami obraz staromiejskich uliczek w okolicy rynku, biegnących dość stromo pod górkę, co bardzo mi się podobało. Tymczasem rynek w Gorlicach jest rozległy i płaski, a wychodzące z niego uliczki wyglądają zupełnie inaczej, biegną raczej w dół. I nie wiem, czy pomyliłam miasta, czy może w rzeczywistości aż tak stromo nie było. Jest też możliwe, że tym razem urok miasta się zagubił w deszczu, który nam cały czas towarzyszył. Na wszelki wypadek podczas kolejnej wizyty w Smerekowcu spróbuję się tym Gorlicom lepiej przyjrzeć. Na razie dam krótki rys historyczny i opiszę te miejsca, które zdążyłam obejrzeć. 

Jako datę powstania miasta przyjmuje się rok 1355.Według kronik z 1354 roku Dersław I Karwacjan otrzymał od króla Kazimierza Wielkiego przywilej utworzenia miasta u zbiegu rzek Ropy i Sękówki, które kronikarz Marcin Kromer nazywa "Gorlicza". Najstarsza nazwa odnotowana przez Długosza brzmi Gardlicza. Pierwsi osadnicy przybyli z miasta Görlitz (Zgorzelec) na Łużycach, ale wśród historyków pojawiają się opinie, że nazwa jest jednak miejscowego pochodzenia, a nie przeniesiona przez Niemców. Pierwotnie mogła być rodzaju żeńskiego, podobnie do okolicznych miejscowości (Ropica, Nowica, Banica, itp.). Uległa ona późniejszej pluralizacji, dając dzisiejsze Gorlice. W nazewnictwie rusińsko-łemkowskim nazwa Gorlic to Horłycia, czyli ‘gardło.

Miasto szybko stało się ośrodkiem rzemieślniczo-handlowym. W drugiej połowie XVI w. dziedzicami Gorlic została rodzina Pieniążków herbu Odrowąż. Pod ich władaniem Gorlice były jednym z ważnych ośrodków kalwinizmu w Polsce. W XIX w. region gorlicki stał się kolebką przemysłu naftowego. W latach 1853–1858 pracownię miał Ignacy Łukasiewicz, farmaceuta, konstruktor lampy naftowej, ojciec przemysłu naftowego. W 1895 roku powstało Galicyjskie Karpackie Naftowe Towarzystwo Akcyjne. W 1865 roku Gorlice stały się miastem powiatowym. Od tego czasu wyraźnie widoczny staje się proces rozwoju miasta, przejawiający się m.in. założeniem Parku Miejskiego (jeden z najstarszych parków miejskich w Polsce, powstał w latach 1899–1900), powstaniem szpitala i pierwszych szkół średnich (Seminarium Nauczycielskie dla dziewcząt – 1904 rok, gimnazjum – 1906 rok).

Zostawiliśmy samochód na parkingu przy głównej drodze i przez most na Ropie powędrowaliśmy w stronę starego miasta. Ponieważ na wprost objawił nam się kościół na wzgórzu, skierowaliśmy się tam, żeby szybko schronić się przed deszczem. Szliśmy najpierw ulicą u stóp wzgórza, a potem należało skręcić na długie schody, które prowadziły obok siedziby rodowej założycieli miasta - Dworu Karwacjanów (zwanego też „zborem ariańskim” lub „lamusem”). Część przyziemna budowli jest pozostałością dworu obronnego zbudowanego przez Dersława II Karwacjana na początku XV wieku. Dwór został niemal całkowicie zniszczony podczas I wojny światowej, a częściowo odbudowany w latach 70 - tych ubiegłego stulecia. W latach 1982 - 92 został odrestaurowany na podstawie fotografii archiwalnych. Na czwartym zdjęciu poniżej widać tyły budynku:




Murowaną, gotycką świątynię, wzniesiono tu już przed 1399 rokiem. Pod koniec XVI wieku kalwini zamienili ją na zbór, a około 1626 roku budynek ponownie przejęli katolicy. Kolejne pożary doprowadziły do jego całkowitego zniszczenia. Neorenesansową bazylikę Narodzenia Najświętszej Marii Panny, w obecnym kształcie wybudowaną w latach 1885-1890 według projektu Franciszka Pavoniego i Maksymiliana Nitscha. Potem bazylika bardzo ucierpiała w czasie I wojny światowej i ze zniszczeń wojennych została odbudowana w latach 1920-31. Na lewo od kościoła znajduje się pomnik Jana Pawła II, a po prawej - Pomnik Patronki Gorlic - Maryi Niepokalanej:






Od czasów lokacji zachował się średniowieczny układ urbanistyczny miasta. Rynek, który znajduje się zaraz za pomnikiem Maryi, ma wymiary 90 m x 95 m i otaczają go stare zabytkowe kamieniczki mieszczańskie. Nad centralnym placem góruje okazały ratusz, w którym mieściła się niegdyś apteka Ignacego Łukasiewicza:





Biegnącą w dół ulicą Adama Mickiewicza wróciliśmy na parking i ruszyliśmy w dalszą drogę, na razie do Biecza. Jechaliśmy jeszcze w deszczu, ale na miejscu już się zaczęło przejaśniać i nawet nieśmiało wyjrzało słońce.

Ponieważ planujemy być tam jeszcze raz pod koniec sierpnia, to po powrocie zrobię z tego jedną wspólną notkę. Natomiast jeśli w niedalekiej przyszłości przyjadę znów do Gorlic, to ten wpis uzupełnię i wzbogacę nowymi zdjęciami.

niedziela, 3 sierpnia 2025

Niebieskim szlakiem do Bartnego

    Czwartego dnia, nie zważając na zapowiadany upał, wybraliśmy się na prawie 18-kilometrową pieszą wycieczkę. Podjechaliśmy na parking na Przełęczy Małastowskiej, gdzie zostawiliśmy samochód. Zięć zaproponował, że po zakończonym przejściu może nas dostarczyć z każdego miejsca z powrotem na parking. Dzięki temu mogliśmy zrobić spacer po dowolnej trasie, bez potrzeby zatoczenia kółeczka. Umówiliśmy się, że zadzwonimy, gdy znajdziemy się w Bartnem. 

   Najpierw udaliśmy się w kierunku Magury Małastowskiej, do nieczynnego schroniska imienia prof. Stanisława Gabryela. Coś się tam dzieje, trwa remont, więc kiedyś może znowu będzie czynne. Na razie zrobiliśmy tylko kilka zdjęć schroniska i stanicy GOPR-u:







  Stamtąd wróciliśmy na przełęcz i poszliśmy niebieskim szlakiem dalej. Nie zatrzymywaliśmy się na razie na cmentarzu wojennym, bo wyglądało na to, że po południu będzie lepsze słońce do zdjęć, tylko od razu ruszyliśmy na trasę. Szlak, szczęśliwie przy tej pogodzie, prowadził głównie lasem:



  W pobliżu Banicy zeszliśmy na szosę, aby dojść do wyjątkowego miejsca. Znajduje się tam pomnik, upamiętniający siedmiu polskich lotników, poległych w czasie wojnyZałoga samolotu należała do 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych (S.D.F.), utworzonej na bazie 301 dywizjonu bombowego w grudniu 1943 roku i stacjonowała na lotnisku Campo Cassale koło Brindisi we Włoszech. Samolot Halifax, dowodzony przez kapitana Franciszka Omylaka, niósł pomoc dla walczącej Warszawy. W drodze powrotnej, w nocy 28 sierpnia 1944 roku, został zestrzelony przez załogę niemieckiego myśliwca i rozbił się na terenie nie istniejącej dziś wsi Banica. Szczątki lotników pochowano na miejscu katastrofy. W 1980 roku przeniesiono je na Brytyjski Cmentarz Wojenny w Krakowie. Długo sądzono, że było to dwóch członków załogi zestrzelonego 17 sierpnia 1944 r. nad Olszynami bombowca Liberator, pod dowództwem kapitana Zygmunta Pluty. W 2006 badania znalezionych fragmentów samolotów wykazały, że w Banicy miała miejsce katastrofa innego samolotu - Halifaxa. Wyjaśniono dzięki temu los załogi kapitana Omylaka, bo wcześniej sądzono, że Halifax został zestrzelony w drodze powrotnej nad Adriatykiem. Zbudowano nowy pomnik i zmieniono tablicę pamiątkową, ponieważ poprzednia zawierała błędne informacje:



   Nie wróciliśmy od razu na niebieski szlak, tylko zaszliśmy jeszcze do gospodarstwa agroturystycznego "Gościniec Banica". Współczesna część jego historii rozpoczęła się 50 lat temuW połowie lat 70 - tych wieś Banica, całkowicie opuszczona przez dawnych mieszkańców, ożyła za sprawą grupy studentów z SKPB Lublin, którzy znaleźli spory domopuszczony, ale na podmurówce kamiennej, z oknami i dachem krytym blachą. Postanowili więc go kupić, zagospodarować i zrobić w nim studenckie schronisko. Muszę się pochwalić, że głównych inicjatorów całego przedsięwzięcia, czyli Luśkę, Piotrka, Andrzeja i Ryśka, znam osobiście od lat. Z czasem chatkę studencką przejął "Almatur". W 1997 roku, podczas prowadzenia remontu, schronisko niestety spłonęło. Dzisiejsza wieś Banica to tylko dwa domy - stara "Chata Wróbla" oraz właśnie "Gościniec Banica", który powstał na zgliszczach starego schroniska, ale poza lokalizacją nie ma z nim nic wspólnego: 





   Wypiliśmy kawkę, Zbyszek pobrzdąkał na gitarze, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Szliśmy najpierw szlakiem żółtym, a potem dalej niebieskim, w kierunku bacówki PTTK w Bartnem:






Tam zjedliśmy na spółkę porcję pierogów z jagodami i popiliśmy jedną colą. Na więcej nam zabrakło gotówki, a kartą się nie dało płacić, bo nie było tam internetu. Na colę też nie mieliśmy złotówek, ale pani przyjęła od nas 2 euro, które zostały w portfelu po pobycie w Bardejowie.

Umówieni byliśmy tak, że zejdziemy do Bartnego, Mateusz tam po nas przyjedzie i odstawi nas do samochodu. Od wyjścia z bacówki usiłowaliśmy po niego zadzwonić, ale niestety nie było nie tylko internetu, ale także zasięgu. Jeszcze spokojnie doszliśmy do wsi i obejrzeliśmy obie cerkwie (opis w jednej z poprzednich notek, tej o Szlaku Architektury Drewnianej). Zasięgu nadal nie było, więc już się trochę zaczęło robić nerwowo. Szliśmy dalej w kierunku Bodaków, mając nadzieję, że w końcu coś drgnie. Niestety nie drgnęło. Niewiele myśląc, na widok zbliżającego się akurat wypasionego czarnego SUV-a zamachaliśmy i pan się uprzejmie zatrzymał. Potem dowiózł nas prawie do drogi Gorlice - Konieczna, gdzie zasięg się wreszcie objawił. Google mówią, że to było 8 kilometrów. Chyba byśmy padli, gdyby trzeba było to przejść, po przedeptanych wcześniej 18 kilometrach. A tak żyjemy i mamy się dobrze. Mateusz po kwadransie do nas dotarł i odstawił nas na Przełęcz Małastowską.

  Na zakończenie obejrzeliśmy jeszcze kolejny cmentarz z I wojny światowej, o numerze 60. Zaprojektowany został przez Dušana Jurkoviča, podobnie jak ten na Rotundzie. Spoczywa tu 174 żołnierzy armii austro-węgierskiej, w tym wielu Polaków. Dwunastoboczną nekropolię otacza ogrodzenie z bali. Centralnym obiektem jest drewniana konstrukcja, zwieńczona kompozycją z krzyży:





   Z cmentarza wróciliśmy na parking. Stał tam nasz samochód, tak sprytnie ustawiony, żeby cały czas znajdował się w cieniu, bo tymczasem temperatura doszła do 36 stopni. I pojechaliśmy do Gładyszowa na obiadokolację.

sobota, 2 sierpnia 2025

Trochę rozmaitości - Rotunda, góra Jawor i Wysowa Zdrój

    Nie wszystkie opisy będą się trzymać chronologii, niekoniecznie też będą tematyczne. Dziś na przykład taki worek, do którego wrzucę to, co się nie zmieściło gdzie indziej, a jest warte wzmianki.

   Drugiego dnia, kiedy wróciliśmy z Bardejowa i zajechaliśmy do Zdyni, mieliśmy jeszcze trochę czasu do kolacji i postanowiliśmy się wybrać na szczyt góry Rotunda (771 m n.p.m.) w okolicy Regietowa Niżnego. Zaraz za Zdynią skręciliśmy w drogę, prowadzącą do lasu u podnóża góry. Wydawało nam się, że idąc  w górę trochę leśnym duktem, a trochę na przełaj, najszybciej dotrzemy na grzbiet, gdzie złapiemy czerwony szlak. Prowadzi on do zabytkowego cmentarza wojennego nr 51, pochodzącego, jak większość cmentarzy wojennych w tym rejonie, z czasów I wojny światowej. I chyba rzeczywiście była to najkrótsza droga, bo całość spaceru zajęła nam niewiele ponad godzinę. Jedyne, czego się obawiałam, to czy schodząc znowu na dziko, na pewno znajdziemy zaparkowany na leśnej drodze samochód (dalej jechać się nie dało, bo stał znak zakazu). Na szczęście wszystko się udało.









Cmentarz, zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča i utworzony przez władze austriackie w latach 1915 - 1918, powszechnie jest uważany za najpiękniejszy ze wszystkich 400 cmentarzy wojennych w południowej Polsce. Okrągły obiekt otoczony jest kamiennym murkiem. Główny element stanowi kompleks pięciu wież, zwieńczonych krzyżami z półkolistym daszkiem. Dawniej, gdy jeszcze wzgórze nie było porośnięte lasem, wieże te były widoczne z daleka. Spoczywają tam polegli w lutym i marcu 1915 roku żołnierze z obu walczących ze sobą armii. W sumie znajdują się tam 24 groby, pojedyncze oraz zbiorowe, w których pochowano 42 żołnierzy armii austrowęgierskiej, oraz 12 żołnierzy rosyjskich.

Z następnego dnia został mi do opisania spacer po Wysowej i okolicy, w innej notce, dotyczącej Szlaku Architektury Drewnianej, znalazły się tylko opisy i zdjęcia dwóch zabytkowych świątyń. Niedaleko jednej z nich, prawosławnej cerkwi, od drogi odchodzi w górę zielony szlak, prowadzący przez przełęcz Cigelka do miejscowości o tej samej nazwie, znajdującej się już po słowackiej stronie. Mniej więcej w połowie podejścia droga się rozwidla. Porzuciliśmy tam na trochę zielony szlak i skręciliśmy w lewo, na drogę, prowadzącą na miejsce objawień na zboczu góry Jawor. Po obejrzeniu tamtejszej cerkwi podeszliśmy wyżej, na grzbiet. Idąc dalej wzdłuż granicy polsko - słowackiej dotarliśmy na przełęcz (Sedlo) Cigelka. Stamtąd zielonym szlakiem wróciliśmy do Wysowej. Całkiem porządny spacerek:







Góra Jawor to miejsce święte dla wyznawców prawosławia i grekokatolików. W roku 1925 miały tu miejsce objawienia Matki Bożej, proszącej o wybudowanie kaplicy. Dziś w tym miejscu stoi greckokatolicka cerkiew Opieki Matki Bożej, a obok trwa budowa cerkwi prawosławnej:







Objawienia Maryjne sprawiły, że góra uważana jest za świętą. Po raz pierwszy mieszkanka Wysowej doznała ich 21 września 1925 roku. Wieści o powtarzających się objawieniach na polanie szybko rozeszły się po całej okolicy i przyciągały rzesze pielgrzymów. W związku z tym biskup greckokatolicki z Przemyśla, mimo początkowych oporów, polecił w miejscu objawień wybudować kaplicę cerkiewną. Świątynię wzniesiono w 1929 roku na północnym stoku góry. Projekt wykonał Batiuk, nauczyciel z Wysowej, a cerkiew zbudował cieśla Józef Ferenc z Huty Wysowskiej. Przy sanktuarium oficjalne uroczystości odbywają się kilka razy w roku, główna celebrowana jest 12 lipca. Odbywa się wtedy pielgrzymka z Wysowej, w której wierni niosą krzyże i wkopują je na polanie przy cerkwi.




Wysowa Zdrój to niewielka wieś uzdrowiskowa, więc spacer po niej nie zajął nam zbyt wiele czasu. Zjedliśmy pizzę i obejrzeliśmy Park Zdrojowy:





To jeszcze nie koniec naszego pobytu w Beskidzie Niskim i jego okolicach. Następne notki się robią.

Katedra w Monreale

  Do Monreale p rzyjechałyśmy przede wszystkim z powodu słynnej królewskiej katedry  Santa Maria Nuova, która w 2015 roku znalazła się na li...