Czwartego dnia, nie zważając na zapowiadany upał, wybraliśmy się na prawie 18-kilometrową pieszą wycieczkę. Podjechaliśmy na parking na Przełęczy Małastowskiej, gdzie zostawiliśmy samochód. Zięć zaproponował, że po zakończonym przejściu może nas dostarczyć z każdego miejsca z powrotem na parking. Dzięki temu mogliśmy zrobić spacer po dowolnej trasie, bez potrzeby zatoczenia kółeczka. Umówiliśmy się, że zadzwonimy, gdy znajdziemy się w Bartnem.
Najpierw udaliśmy się w kierunku Magury Małastowskiej, do nieczynnego schroniska imienia prof. Stanisława Gabryela. Coś się tam dzieje, trwa remont, więc kiedyś może znowu będzie czynne. Na razie zrobiliśmy tylko kilka zdjęć schroniska i stanicy GOPR-u:
Stamtąd wróciliśmy na przełęcz i poszliśmy niebieskim szlakiem dalej. Nie zatrzymywaliśmy się na razie na cmentarzu wojennym, bo wyglądało na to, że po południu będzie lepsze słońce do zdjęć, tylko od razu ruszyliśmy na trasę. Szlak, szczęśliwie przy tej pogodzie, prowadził głównie lasem:
W pobliżu Banicy zeszliśmy na szosę, aby dojść do wyjątkowego miejsca. Znajduje się tam pomnik, upamiętniający siedmiu polskich lotników, poległych w czasie wojny. Załoga samolotu należała do 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych (S.D.F.), utworzonej na bazie 301 dywizjonu bombowego w grudniu 1943 roku i stacjonowała na lotnisku Campo Cassale koło Brindisi we Włoszech. Samolot Halifax, dowodzony przez kapitana Franciszka Omylaka, niósł pomoc dla walczącej Warszawy. W drodze powrotnej, w nocy 28 sierpnia 1944 roku, został zestrzelony przez załogę niemieckiego myśliwca i rozbił się na terenie nie istniejącej dziś wsi Banica. Szczątki lotników pochowano na miejscu katastrofy. W 1980 roku przeniesiono je na Brytyjski Cmentarz Wojenny w Krakowie. Długo sądzono, że było to dwóch członków załogi zestrzelonego 17 sierpnia 1944 r. nad Olszynami bombowca Liberator, pod dowództwem kapitana Zygmunta Pluty. W 2006 badania znalezionych fragmentów samolotów wykazały, że w Banicy miała miejsce katastrofa innego samolotu - Halifaxa. Wyjaśniono dzięki temu los załogi kapitana Omylaka, bo wcześniej sądzono, że Halifax został zestrzelony w drodze powrotnej nad Adriatykiem. Zbudowano nowy pomnik i zmieniono tablicę pamiątkową, ponieważ poprzednia zawierała błędne informacje:
Nie wróciliśmy od razu na niebieski szlak, tylko zaszliśmy jeszcze do gospodarstwa agroturystycznego "Gościniec Banica". Współczesna część jego historii rozpoczęła się 50 lat temu. W połowie lat 70 - tych wieś Banica, całkowicie opuszczona przez dawnych mieszkańców, ożyła za sprawą grupy studentów z SKPB Lublin, którzy znaleźli spory dom, opuszczony, ale na podmurówce kamiennej, z oknami i dachem krytym blachą. Postanowili więc go kupić, zagospodarować i zrobić w nim studenckie schronisko. Muszę się pochwalić, że głównych inicjatorów całego przedsięwzięcia, czyli Luśkę, Piotrka, Andrzeja i Ryśka, znam osobiście od lat. Z czasem chatkę studencką przejął "Almatur". W 1997 roku, podczas prowadzenia remontu, schronisko niestety spłonęło. Dzisiejsza wieś Banica to tylko dwa domy - stara "Chata Wróbla" oraz właśnie "Gościniec Banica", który powstał na zgliszczach starego schroniska, ale poza lokalizacją nie ma z nim nic wspólnego:

Na zakończenie obejrzeliśmy jeszcze kolejny cmentarz z I wojny światowej, o numerze 60. Zaprojektowany został przez Dušana Jurkoviča, podobnie jak ten na Rotundzie. Spoczywa tu 174 żołnierzy armii austro-węgierskiej, w tym wielu Polaków. Dwunastoboczną nekropolię otacza ogrodzenie z bali. Centralnym obiektem jest drewniana konstrukcja, zwieńczona kompozycją z krzyży:
Z cmentarza wróciliśmy na parking. Stał tam nasz samochód, tak sprytnie ustawiony, żeby cały czas znajdował się w cieniu, bo tymczasem temperatura doszła do 36 stopni. I pojechaliśmy do Gładyszowa na obiadokolację.
.jpg)
.jpg)



.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)



.jpg)









.jpg)

.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz