Kiedyś, jeszcze przed ślubem, często bywaliśmy w Beskidzie Niskim. W późniejszych czasach Zbyszek czasem jeździł tam z młodzieżą na obozy, ale już dość dawno, a ja chyba od czasów studenckich nie byłam ani razu. I nie wiadomo, kiedy bym znowu pojechała, bo ostatnio raczej preferowałam wyjazdy w inne rejony świata. W podjęciu decyzji pomógł fakt, że dzieci nabyły dom w Smerekowcu. Nie zamierzaliśmy tam mieszkać, bo pracowali zdalnie i nie chcieliśmy robić zamieszania. Zatrzymaliśmy się w Gładyszowie, w bardzo sympatycznym agro (Malowane Wierchy), a z dziećmi spędzaliśmy tylko wieczory.
Na miejsce przyjechaliśmy wczesnym popołudniem. Było za wcześnie, żeby się zakwaterować w Gładyszowie, więc wpadliśmy do nich na chwilę, po czym zrobiliśmy mały spacerek po najbliższej okolicy.
.jpg)


.jpg)

.jpg)



.jpg)

.jpg)
.jpg)

.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz