Z Udajpuru pojechaliśmy do Pushkaru, leżącego nad świętym jeziorem o tej samej nazwie. To niewielkie miasteczko (zaledwie 11 tysięcy mieszkańców) jest jednym z najstarszych w Indiach, a jego nazwa oznacza niebieski kwiat lotosu. Jest uznawane za święte dla wyznawców hinduizmu. Słynie z targów wielbłądów i kultu Brahmy, który w Indiach jest jednym z najważniejszych bogów, stwórcą wszechświata. Nazywa się go Najwyższą Istotą albo Kosmicznym Twórcą. Puszkar odwiedza corocznie tysiące pielgrzymów - wyznawców hinduizmu, dżinizmu i sikhizmu, a także sporo turystów. Przez lata był też uważany za mekkę hipisów, których nadal sporo tam pomieszkuje. Co ciekawe, miasto zyskało ogromną popularność wśród Żydów. Podobno obywatele Izraela stanowią 64% zagranicznych turystów, którzy odwiedzają Puszkar. Dodatkową atrakcją dla wszystkich gości są liczne sklepy z ubraniami, pamiątkami, kosmetykami i wszelkimi innymi artykułami, miasteczko jest praktycznie jednym wielkim bazarem:

Według legendy święte jezioro powstało w miejscu, gdzie Brahma upuścił kwiat lotosu, chcąc dokonać rytualnej ofiary. Ponieważ bogu nie towarzyszyła wówczas jego małżonka Sawitri, Brahma poślubił tam inną kobietę, imieniem Gayatri. Gdy wiadomość o tym dotarła do pierwszej żony, ta w gniewie rzuciła na męża klątwę, ogłaszając, że Pushkar pozostanie jedynym miejscem na Ziemi, gdzie Brahmie oddawana będzie cześć boska. I tak się stało. Zgodnie z legendą najpierw powstało tu jezioro z upuszczonego przez Brahmę kwiatu lotosu, potem wokół jeziora wyrosło miasto, a zbudowana w Puszkarze świątynia Brahmy jest jedyną w Indiach.
Różnych innych świątyń w tym maleńkim miasteczku jest około pięciuset, ale najważniejsza jest oczywiście świątynia Brahmy - Ojca Wszechświata czyli Jagatpita Brahma Mandir. Kapłanami tu są wędrowni asceci, zwani sadhu, którzy poświęcili swoje życie duchowej praktyce i dążą do oświecenia, żyjąc w prostocie i wyrzekając się materialnych dóbr. Na zdjęciach najpierw te pierwsze plus kilka innych budynków w miasteczku:
A teraz wracamy do tematu świątyni Brahmy. Chociaż obecna budowla pochodzi z XIV wieku, to początki świątyni w tym miejscu sięgają przypuszczalnie VI w. p.n.e. Obecna świątynia jest zbudowana głównie z marmuru i kamiennych bloków. Jej czerwoną wieżę, zwaną sikhara, widać z daleka. Wewnątrz znajdują się otaczane kultem posągi Brahmy i jego drugiej żony Gayatri:









Mieliśmy szczęście być w Puszkarze w dobrym momencie, dzięki czemu trafiliśmy na ciekawą uroczystość. Na przełomie marca i kwietnia zaczyna się w Indiach miesiąc ćajtra, a w jego pierwszy dzień przypada ważna święto - hinduski Nowy Rok, zwany Ćajtra Nawaratri. Wyznawcy przestrzegają wtedy postu, składają dary i radośnie oddają cześć boskiej energii, tańcząc i śpiewając. W tym roku Chaitra Navratri było obchodzone od 31 marca, a my do Puszkaru dotarliśmy 30 marca, czyli jakby w Wigilię 😀. Zabawa już się zaczynała:




Do Puszkaru każdego roku przybywają wierni, którzy chcą obmyć ciało w wodach świętego jeziora. Do dyspozycji mają aż 52 ghaty, rytualne schody, prowadzące nad wodę. Wierzą, że jezioro ma moce lecznicze i oczyszczające, więc obmywają się tam ze złej karmy. Na ghatach w Puszkarze, w odróżnieniu od tych nad Gangesem, nie odbywają się ceremonie pogrzebowe, ale jezioro jest święte i można do niego wrzucać prochy:

Wieczorem mieliśmy okazję obserwować kolejne rytuały. Na ghatach w kilku miejscach odbywały się modły na zakończenia dnia. Nazywane są Aarti. We wszystkich świątyniach hinduistycznych kończą one niemal każde religijne ceremonie, są także odprawiane w domach prywatnych przy wielu różnych ważnych wydarzeniach. Hindusi wierzą, że światło kołysane przed wizerunkiem bóstwa przejmuje jego siłę. Poprzez to światło błogosławieństwo i moc bóstwa spływa na uczestnika ceremonii.
Co roku, na przełomie października i listopada, rozpoczynają się wielkie targi wielbłądów, które zwykle trwają pięć dni. Wokół miasta przebywa wtedy około pięćdziesięciu tysięcy wielbłądów, przybyłych ze wszystkich północnych regionów kraju. To jedno z największych i najważniejszych wydarzeń w Radżastanie, które do miasta i okolic przyciąga tłumy turystów i handlarzy. My zbyt wielu wielbłądów niestety nie widzieliśmy, ale chociaż ten jeden się trafił:
Na nocleg udaliśmy się do hotelu, który lata świetności miał już dawno za sobą, ale wciąż miał swój urok, między innymi dzięki czemuś w rodzaju parku miniatur:






















.jpg)


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz