Przylecieliśmy do Pizy wieczorem, tylko z plecakami podręcznymi, i pieszo z lotniska powędrowaliśmy w okolice dworca kolejowego. Wynajęliśmy tam pokój tylko na tę jedną noc. Spacer zajął nam mniej niż kwadrans, a następnego dnia już po pięciu minutach znaleźliśmy się na dworcu. Pociągiem pojechaliśmy do La Spezii. Mieliśmy tam wynajęty na trzy noce apartament, ale był dostępny dopiero po południu, więc od razu z dworca pojechaliśmy na zwiedzanie. Próbowaliśmy najpierw kupić bilety całodniowe, ale nam się to nie udało ani wtedy, ani w kolejne dni. Do dziś nie wiem, gdzie można je nabyć. Ostatecznie ograniczyliśmy liczbę przejazdów i nie zapłaciliśmy wiele więcej.
Plan przewidywał wycieczkę do Portovenere z przystankiem w Le Grazie, gdzie chciałam zwiedzić willę rzymską i mały kościół. Niestety ta część planu nie została zrealizowana. Okazało się, że w La Spezii jest jarmark, place i ulice w pobliżu dworca zastawiono stoiskami i musieliśmy dość daleko przejść na przystanek. W dodatku autobus przyjechał tak zatłoczony, że z trudem wepchnęliśmy się do środka. Na kolejnych przystankach jeszcze się kilka osób jakoś wcisnęło, więc obawiałam się, że jeśli wysiądziemy w Le Grazie, to potem możemy w ogóle nie dotrzeć do Portovenere, pojechaliśmy zatem od razu do końca.
Miasteczko, wraz z sąsiadującym archipelagiem wysp (Palmaria, Tino i Tinetto) oraz parkiem narodowym Cinque Terre, jest na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO od 1997 roku. Niewielka wioska prawdopodobnie istniała w tym miejscu już w I wieku p.n.e. Rejon ten nawet mógł być zamieszkany przez antyczne ludy liguryjskie kilka stuleci wcześniej, ale pierwsze pisemne wzmianki pochodzą dopiero z II wieku n.e. i dotyczą rzymskiej osady rybackiej Portus Veneris (Port Wenus). Rzymianie zabudowali tu przede wszystkim południową część dzisiejszego miasta. Na skraju półwyspu, w miejscu obecnego kościoła św. Piotra, stanęła wtedy świątynia bogini Wenus (Venere Ericina), której miasteczko zawdzięcza swoją nazwę. Niestety, do dziś nie zachowały się żadne widoczne ślady po tamtych czasach.
Zwiedzanie Portovenere zaczęliśmy od Piazza Bastreri, położonego poza miejskimi murami, na który trafiliśmy zaraz za przystankiem:
Jedną z atrakcji jest Zamek Doria, wybudowany w średniowieczu na zlecenie Republiki Genueńskiej, aby pełnił funkcje obronne. Nie wchodziliśmy do środka, ponieważ podeszliśmy na wzgórze od razu z placu. Zaczyna się tam szlak, prowadzący wzdłuż wybrzeża w kierunku Cinque Terre, po drodze są niezłe punkty widokowe, ale z tego miejsca do zamku wejść się nie da. Specjalnie nas to nie zmartwiło, bo nasze plany przewidywały jeszcze kilka zamków w tym rejonie, a widoki ze wzgórza zrekompensowały trudy tej wspinaczki:
Jeżeli z tych skałek podejdzie się jeszcze kawałek dalej, to widać większy fragment zamku:
Schodząc po schodach wzdłuż średniowiecznych murów, doszliśmy z powrotem na plac i do bramy, prowadzącej do miasta. Powstała ona prawdopodobnie w drugiej połowie XII wieku. Nad drzwiami widać napis "Colonia Januensis 1113", ale odnosi się on nie do budowy bramy, lecz do roku, w którym Porto Venere znalazło się pod skrzydłami potężnej Republiki Genui. Integralną częścią fortyfikacji jest sąsiednia, imponująca wieża obronna (Torre Capitolare), którą wzniesiono w drugiej połowie XII wieku (jej fragment widać po lewej stronie na trzecim zdjęciu):
Zaczyna się tu główna uliczka miasteczka, Via Capellini, ze sklepikami i restauracjami. Doszliśmy nią do południowej części miasta. W murze jest przejście na skały, z których widać okoliczne klify, zamek oraz małą skalistą zatoczkę z Grotą Byrona. Poeta lubił tu przebywać, nawet podobno przeprawiał się przez całą zatokę wpław, aby odwiedzać swojego przyjaciela Percy’ego Shelleya. Nieco dalej są tam też malownicze okna widokowe:
Na końcu cypla znajduje się kościół San Pietro. Przed prowadzącymi do niego schodami rozciąga się Piazza Lazzaro Spallanzani, otoczony murami obronnymi. Niektóre fragmenty fortyfikacji datowane są na VI w.:
Kościół św. Piotra jest połączeniem dwóch budynków. Starszy wzniesiono na planie okręgu około VI w. w stylu romańskim, nowszy powstał w latach 1256 - 1277 w stylu gotyckim. Elewacja z pasów ciemnego i jasnego kamienia oraz spektakularne położenie świątyni czynią ją absolutnie wyjątkową. Na prawo od wejścia można obejrzeć fundamenty poprzedniej konstrukcji. Kościół jest typowym przykładem liguryjskiego gotyku, z surowym wnętrzem oraz charakterystycznymi masywnymi kolumnami w biało-czarne pasy:
Od prawej strony do świątyni przylega romańska loggia z IX wieku z widokiem na wybrzeże:
Powyżej, na dachu loggii, mamy punkt widokowy, na który możemy dostać się schodami obok wejścia do kościoła:
Wracając biegnącą wyżej uliczką Via della Chiesa, równoległą do Via Capellini, doszliśmy do kolejnego kościoła. Chiesa San Lorenzo (św. Wawrzyńca), znany, również jako sanktuarium Białej Madonny, jest obecnie główną świątynią miasteczka. W XII wieku, gdy Porto Venere znalazło się w rękach Republiki Genui, zdecydowano o budowie nowego kościoła. Wybrano wzgórze, gdzie wcześniej istniała prawdopodobnie świątynia poświęcona Jupiterowi. Powstał romański kościół, który nie przetrwał w swoim oryginalnym kształcie. Najpierw, w XIV wieku, strawił go pożar, a w 1494 roku zniszczyły go siły Aragończyków szturmujących miasto. W XVI wieku budynek odbudowano w innym stylu, między innymi dodano masywną kopułę na miejscu dawnej romańskiej dzwonnicy. Nad portalem, w lunecie, umieszczono rzeźbę przedstawiającą męczeństwo świętego Wawrzyńca:
Stamtąd udaliśmy się już na przystanek, bo chcieliśmy jak najszybciej się dostać do apartamentu. Były jakieś problemy z kontaktem z jego właścicielem, więc chcieliśmy mieć to już za sobą. I dlatego teraz również nie zatrzymaliśmy się w Le Grazie, za to po zakwaterowaniu wybraliśmy się (już bez plecaków) na zwiedzanie La Spezii. O tym jednak będzie inna notka.










































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz