Kopalnia soli w Turdzie, niedaleko Kluż-Napoki, jest mocno wychwalana przez turystów, ale mnie nie zachwyciła, a wręcz rozczarowała. Nasza Wieliczka, choć mniejsza, zapewnia więcej estetycznych przeżyć. Tu mamy długi czarny korytarz i jedną salę z elementami wyposażenia - jakiś kierat, wagonik, trochę sprzętu i makieta kopalni:
Nieco ciekawiej się robi dopiero po zejściu na niższy poziom, do największej komory Rudolf. Ma ona 80 metrów długości i 42 wysokości, co odpowiada 13 piętrom. Na dół można dotrzeć windą albo schodami:
Żeby jakoś zająć turystów, bo nie bardzo mieliby tu co oglądać, na dole komory powstało wielkie wesołe miasteczko. Jest tu możliwość skorzystania z wielu atrakcji takich jak np. ping pong, rzutki, kręgielnia, mini golf, bilard, boisko do koszykówki, plac zabaw dla dzieci i ogromny diabelski młyn, oczywiście wszystko dodatkowo płatne, ale czy po to trzeba przyjeżdżać do kopalni? Muszę jednak przyznać, że w sumie to nawet ciekawie wygląda, zwłaszcza z galerii na górze:
Z tej komory można się dostać do miejsca położonego jeszcze niżej, do kopalni Terezia. Nie jest aż tak wysoka, ale też dość duża i mieści spore jezioro o głębokości 8 metrów, które jest tak słone, że nie da się w nim utopić. Zatem śmiało można wypożyczyć łódkę i trochę się po jeziorku pokręcić. Ponadto można skorzystać z jakichś dziwnych konstrukcji, które nie służą niczemu oprócz robienia sobie w nich zdjęć:
Jak tak sobie patrzę na te moje zdjęcia, to jednak dochodzę do wniosku, że może warto było tu przyjechać, żeby zobaczyć coś, co jest tak niepodobne do niczego.























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz