Może to będzie trochę naciągane, ale co mi tam. W rumuńskich nazwiskach końcówka -escu oznaczała pierwotnie „syna” (np. Popescu – syn Popa), a -ești było jego liczbą mnogą. Potem rozszerzono to na określenie miejsca. Czyli București oznaczałoby najpierw ludzi Bucura, potem - miasto ludzi Bucura. Jeśli zaś Bucurie oznacza radość, to ja sobie przetłumaczę nazwę rumuńskiej stolicy jako Miasto Radości - Bucur(i)ești. I tego się będę trzymać.
Zatem radośnie wkraczam w ostatni etap naszego wędrowania, poświęcony najważniejszym obiektom sakralnym rumuńskiej stolicy.
Poprzedni wpis zakończyliśmy w Hanu'lui Manuc (Hanul Manuc) przy Strada Franceză.
Przy tej samej ulicy znajduje się Curtea Veche (Stary Dwór Książęcy), dawna rezydencja książąt Wołoszczyzny, zbudowana za panowania Wlada Palownika w 1459 roku, W XVI wieku została całkowicie przebudowana przez Mirczę Pasterza i stała się centrum miasta, otoczonym przez domy kupców, rzemieślników i budynki gildii. Cały Dwór Królewski składał się z Pałacu Wojewodów, Kościoła Zwiastowania (później znanego jako kościół Curtea Veche), domu z salami przyjęć, kancelarii królewskiej, stajni i ogrodu. Przestał on funkcjonować w XVIII wieku, po pożarze oraz po trzęsieniu ziemi, które zniszczyły cały Bukareszt. Dwór, a właściwie jego zasłonięte foliami resztki, pozostają w permanentnym remoncie. Wykopaliska archeologiczne rozpoczęły się w 1953 roku i nadal trwają. Widać tylko coś nad płotem, na lewo od kościelnego sklepikiu:
Zwiedzić za to można stojący obok kościół, zwany Biserica Curtea Veche. Jest jedynym pozostałym do dziś spośród czterech kościołów, które pierwotnie istniały w Starym Dworze. Poświęcony jest Zwiastowaniu (Biserica Buna Vestire), a od czasu wielkiego pożaru w 1847 roku także świętemu Antoniemu Wielkiemu (Sfântul Antonie) i chyba pod tym ostatnim wezwaniem jest obecnie najbardziej znany. Zbudował go w latach 1545–1554 Mircea Ciobanula (Mircza Pasterz), którego tu pochowano.
Jest to najstarsza budowla sakralna w Bukareszcie, której XVI-wieczna elewacja ze skomplikowanym wzorem cegieł jest zachowana w oryginalnym stanie. Budynek przez dwa stulecia służył jako miejsce koronacji książąt wołoskich. Architektura cerkwi łączy elementy stylu brâncovenesc z wpływami architektury bizantyjskiej. Charakterystyczne są misternie zdobione sklepienia i czerwono-białe pasy elewacji. U góry, pod gzymsem, znajduje się rząd odsłoniętych wnęk ceglanych. Wielokrotnie niszczony przez wojny, pożary i trzęsienia ziemi na przestrzeni wieków – kościół był pieczołowicie restaurowany, dobudowywano nowe elementy (portal, wieża, kaplice), ostatnia restauracja przywróciła stan niemal pierwotnego wyglądu:
Wewnątrz można podziwiać kopułę Pantokratora, fragmenty zabytkowych fresków, rzeźbiony ikonostas oraz ozdobny portal dodany przez Stefana Kantakuzina w 1715 roku:
Wielki pożar w 1847 roku strawił okolicę, a częściowo również kościół, który jednak naprawiono, natomiast wszystkie otaczające go budynki wyburzono. Zniszczeniu uległo wtedy pobliskie więzienie oraz jego kaplica - Cerkiew św. Antoniego (Biserica Sfântul Anton), zwana też „Cerkwią Rybną” (Biserica Pescăriei), pochodząca z 1735 roku. Nie została odbudowana, a jej patron, Antoni, został przypisany do kościoła Curtea Veche. Na placu stoi kamienny pomnik, upamiętniający ołtarz dawnej, nieistniejącej dziś świątyni:
Kolejny etap zwiedzania nieźle dał nam w kość, głównie z powodu upału, ale także ze względu na jego długość. Już na mapie 8,5 kilometra wyglądało groźnie, ale jeszcze niechcący troszkę sobie dołożyliśmy, jak to czasem bywa, gdy się źle skręci. Planowaliśmy się z Lipscani udać na Wzgórze Patriarchalne, potem okrążyć Parlament (i tu gdzieś się lekko zaplątaliśmy) i dotrzeć do nowej katedry, a potem wrócić do hotelu, po drodze zachodząc jeszcze do dwóch miejsc przy Calea Victoriei. Czas nie był nieograniczony, bo czekał nas umówiony transfer na lotnisko, na szczęście wszystko zdążyliśmy zrobić.
Zgodnie z ideą przewodnią notki, udaliśmy się na Colina Bucuriei – Wzgórze Radości, bardziej formalnie nazywane Wzgórzem Metropolitalnym lub Patriarchalnym (Dealul Mitropoliei, Dealul Patriarhiei). To właśnie tam skupiają się najważniejsze instytucje Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego.
Na wzgórzu, na samym środku placu, stoi Rumuńska Prawosławna Katedra Patriarchalna. Jest to główna świątynia rumuńskich wiernych, wzniesiona w latach 1654 – 1658 z inicjatywy hospodara Konstantyna Serbana. Przechowywane są w niej relikwie św. Dymitria Nowego (Basarabova), patrona miasta. Zbudowano ją w stylu renesansu wołoskiego (rumuńskiego), zwanego stylem brankowiańskim (po rumuńsku: stilul brâncovenesc lub arhitectura brâncovenească). Pisałam już o tym, ale dla przypomnienia: Nazwa pochodzi od nazwiska hospodara wołoskiego, Constantina Brâncoveanu (rządzącego w latach 1688–1714), który był wielkim mecenasem sztuki i fundatorem licznych budowli. Z wnętrza mam tylko jedno zdjęcie, bo jak widać trwało nabożeństwo:
Biały front katedry z arkadami, kolorowymi mozaikami i kopułami, prezentuje się dostojnie, bogato i elegancko. Równie ceremonialnie wyglądają fasady pozostałych budynków na wzgórzu. Są to: Pałac Zgromadzenia Deputatów - dawny budynek parlamentu, zbudowany na początku XX wieku, w którym obecnie obraduje Patriarchat oraz Pałac Patriarchy z kaplicą świętego Jerzego (na ostatnim zdjęciu, kaplica to ta zaokrąglona część z lewej strony) - monumentalny budynek administracyjny, który służy jako oficjalna siedziba Patriarchy Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego:
Ta klasyczna elegancja najwyraźniej Rumunów nie satysfakcjonuje. Ogromnemu Pałacowi Parlamentu rośnie pod bokiem konkurencja w postaci Katedry Zbawienia Narodu, znanej także jako Katedra Narodowa. Choć w kraju pojawiają się głosy krytyczne, szczególnie w kontekście potrzeb finansowania innych sektorów jak edukacja czy służba zdrowia, wielu Rumunów dostrzega w niej symbol ich religijnej tożsamości.
Świątynia, której budowa rozpoczęła się w 2010 roku, została konsekrowana 8 lat później i ciągle jest wykańczana. Projekt ten jest konsekwentnie rozwijany od 16 lat, ale pomysł nie jest nowy, sięga końca XIX wieku. Miał wtedy na celu uczczenie wyzwolenia Rumunii spod panowania osmańskiego. I ja to rozumiem. Natomiast tego, co poniżej - już nie.
Nowa katedra to:
- największa cerkiew prawosławna na świecie.
- bije wszelkie rekordy pod względem wysokości, objętości i rozmiarów
- krzyż ma wysokość 134 metry
- wnętrze mieści około 7000 osób.
- budowa pochłonęła 270 milionów euro, większość sfinansowano z budżetu publicznego
I żeby to jakieś ładne chociaż było:
Kościół był pierwotnie częścią dawnego klasztoru Stavropoleos, pochodzącego z 1724 roku, który posiadał także karczmę, co było powszechną praktyką tamtych czasów. Klasztor szybko stał się jednym z najbogatszych w Bukareszcie dzięki darowiznom wielu zamożnych wiernych. Jednak w wieku XIX popadł w ruinę, poważnie zniszczony przez pożary, nieudolną administrację i trzęsienia ziemi. Stary klasztor i karczmę rozebrano, ale kościół odrestaurowano. Potem, na początku XX, klasztor odbudowano. Mały wewnętrzny dziedziniec stał się kolekcją pod gołym niebem, zawierającą kamienne krzyże i fragmenty nieistniejących już kościołów. W latach 1904-1940 kościół funkcjonował jedynie jako muzeum. W kościele zachowały się częściowo freski wewnętrzne i zewnętrzne, a klasztor posiada bogatą kolekcję rzadkich ikon i starych ksiąg religijnych:
Na tym kończę relację z wyjazdu do Rumunii. Może jeszcze kiedyś tam wrócę, bo to kraj, który ma naprawdę wiele do zaoferowania.



















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz