W okolicy Bikaneru spaliśmy w sympatycznym hotelu z krytym basenem, widocznym z każdego piętra i niewielkim, dobrze utrzymanym ogrodem:
Na terenie hotelu znajdowały się małe sklepiki z pamiątkami, a wśród nich jeden z miniaturami, które wykonywał jego właściciel. Pokazał nam próbkę swojego talentu, gdy na dłoni koleżanki, a dokładniej na paznokciu, wykonał obrazek, składający się z kilku elementów i jej imienia (a było długie - Bernadetta). To tam kupiłam piękną miniaturę, którą mam zamiar zanieść do oprawienia:
Rano ruszyliśmy znów w długą podróż, trwała około 7 godzin, wliczając dwa krótkie postoje. Do Dżajsalmeru (Jaisalmeru) dotarliśmy późnym popołudniem. Była to dobra pora, żeby od razu udać się na wydmy Sam, gdzie w promieniach zachodzącego słońca czekała nas przejażdżka na wielbłądach. Była to lepsza pora, niż planowany wcześniej poranek następnego dnia.
Lubię takie atrakcje, choć jak zwykle najtrudniejszy jest moment, gdy wielbłąd wstaje, prostując najpierw swoje długie tylne nogi, a jeździec usiłuje nie zlecieć z niego na twarz. W dodatku na wydmach zatrzymaliśmy się na robienie zdjęć i potem nas czekała powtórka tego wstawania przed drogą powrotną:



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz