Po noclegu z widokiem na Tatry Wysokie, przejechaliśmy przez Jurgów na słowacką stronę Tatr Bielskich (Belianskich), w okolice Ždiaru i Bachledovej Doliny. Naszym celem była „Ścieżka w koronach drzew” (Chodnik korunami stromov) – Bachledka, do której można podjechać kolejką gondolową. Zacznę od kilku danych i ciekawostek. Szerokość ścieżki to 1,8 m. Całkowita odległość do przejścia to 1234 m, z czego samą ścieżką idzie się 603 m, a dodatkowo 631 m spiralnym chodnikiem na szczyt wieży, gdzie na wysokości 1175 m n.p.m. znajduje się taras widokowy. Drewno użyte do budowy to daglezja zielona (konstrukcje wspornikowe) oraz modrzew europejski (poręcz i posadzka). Największe zużyte drzewo - podpórka - miało 25 m długości i 48 cm średnicy. Na górze nie ma sztywnego podestu, rozciągnięta jest tylko sznurkowa sieć o powierzchni 88 m². Zamiast schodzić z wieży chodnikiem, można skorzystać ze zjeżdżalni o długości 67 metrów, wybudowanej w środku wieży.
Drewniany chodnik, zawieszony wysoko wśród drzew, lekko pochylony, prowadzi z poziomu ziemi do wysokości 24 metrów. Idzie się faktycznie wśród koron drzew. Na trasie znajduje się kilka bardzo ciekawych przystanków edukacyjnych z przyrodniczymi tablicami, na których umieszczono informacje dotyczące fauny, flory oraz życia i ochrony miejscowych lasów, a także pokazano zniszczenia będące efektem działania sił natury. Na szczycie wzniesienia ustawiono 32-metrową wieżę widokową. Z niej, ale także ze ścieżki, możemy oglądać wspaniałe panoramy Tatr, Gorców, Magury Spiskiej, Pienin i Beskidu Sądeckiego:
Kilka kilometrów dalej, w dolnej części słowackich Tatr Bielianskich (Bielskich), znajduje się jedna z ciekawszych słowackich jaskiń, Jaskinia Bielianska. Ponieważ w ogóle specjalną fanką jaskiń nie jestem, a ostatnio byłam w kilku większych i piękniejszych w Hiszpanii i Słowenii, to odpuściłam sobie opłatę za zdjęcia. Skoro już jednak tam dotarłam, to postanowiłam przejść całą trasę i jaskinię obejrzeć. Oczywiście obrazków nie wrzucę, bo własnych nie mam. Natomiast informacje poniżej, które wydały mi się ciekawe, zaczerpnęłam z Wikipedii.
Otwór na wysokości 972 m n.p.m., prowadzący do wnętrza jaskini, był od dawna znany okolicznym mieszkańcom. Jednak wejść głębiej odważyli się dopiero w roku 1881 trzej mieszkańcy Białej Spiskiej (Spišská Belá): Juliusz Husz i Johann Britz z synem. Gdy wkrótce potem ponownie wrócili do jaskini, towarzyszyli im dwaj inni mieszkańcy Białej Spiskiej, Augustin Kalstein i Imrich Verbovzky. Już wówczas stwierdzili, że co najmniej już w pierwszej połowie XVIII wieku jaskinię penetrowali poszukiwacze skarbów, którzy na ścianach pozostawili swoje podpisy z datami "1718" i "1731". W obliczu dynamicznie rosnącego ruchu turystów i kuracjuszy, przebywających w spiskich uzdrowiskach u podnóży Tatr, błyskawicznie podjęty został pomysł udostępnienia im jaskini. Po wykonaniu najbardziej niezbędnych prac już w następnym roku jaskinię częściowo udostępniono zwiedzającym. Początkowo oświetlano ją pochodniami lub świecami, jednak już w roku 1896 jaskinia otrzymała oświetlenie elektryczne - jako pierwsza jaskinia naciekowa, a druga w ogóle w całej Europie. Obecnie do zwiedzania dostępny jest odcinek o długości1370 m i przewyższeniu 125 m, odznaczający się bogatą szatą naciekową. Do jaskini wchodzi się za pomocą poziomego przekopu, na wysokości 890 m n.p.m. Trasa jest oświetlona, powadzi betonowym chodnikiem i schodami z poręczami liczącymi ponad 800 stopni. Zwiedzanie z przewodnikiem trwa około 70 minut.
Nie był to jeszcze koniec naszej spiskiej eskapady, po drodze do Tylicza na nocleg zahaczyliśmy jeszcze o Starą Lubowlę (po słowacku Stará Ľubovňa). Jest tam bardzo ciekawy zamek, malowniczo położony na wzgórzu, pełen komnat, wież, dziedzińców i różnych innych zakamarków.
Ponieważ byłam tam 10 lat temu i po powrocie dokładnie to miejsce opisałam, zapraszam również do tamtej notki, gdzie zamieściłam bardzo dużo zdjęć i szczegółowych informacji.
A na zakończenie aktualne zdjęcia:


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz