wtorek, 6 stycznia 2026

Ruin nigdy dosyć - Selinunt

    Starożytne ruiny to dla mnie nie tylko "kupa kamieni". To miejsca, w których przed tysiącami lat kwitło życie kolejnych pokoleń ludzi, z wszystkimi ich radościami i troskami. I których praca odcisnęła na tych kamieniach swój ślad. Cieszy mnie niezmiennie taka możliwość doświadczania historii.

  Kolejne stanowisko archeologiczne, na którym mi bardzo zależało, to Park Archeologiczny Selinunt, czyli włoskie Selinunte i dawny grecki Selinus. Jest to jedno z największych stanowisk archeologicznych w Europie, a greckie świątynie, jakie obejmuje, są też jednymi z najlepiej zachowanych poza Atenami. Leży w odległości około 80 kilometrów od Trapani. 

  Jest tam całkiem dobre połączenie kolejowo - autobusowe, pociąg do Castelvetrano i stamtąd autobus do Selinunte. Niestety autobusy są tylko rano i po południu, więc gdyby się chciało wstać o ludzkiej porze, to na poranny autobus nie byłoby szans. Trzeba by w długo czekać na kolejny i dopiero przed 14-tą byłoby się na miejscu. A w drodze powrotnej też doszłoby czekanie na autobus i pociąg. Zwiedzania tylko 3 godziny, a cały dzień byłby zajęty. Jeżeli wycieczka ma mieć jakiś sens, trzeba jechać pociągiem o 5:50. Tak właśnie zrobiłyśmy, ambitnie zerwałyśmy się przed świtem i udało się zdążyć. Wprawdzie kasa była zamknięta, a biletomat popsuty, ale bez problemu nam sprzedali bilety w pociągu. No, to jedziemy (na zdjęciu poniżej -  okolice dworca w Trapani):




    Po przyjeździe miałyśmy jeszcze czas na kawkę, a potem ruszyłyśmy do wejścia:

    Pora teraz na tradycyjny wstęp - zarys historii.

   Starożytne miasto Selinus założyli osadnicy z Megary, osady położonej na wschodnim wybrzeżu Sycylii. Nazwa Selinus pochodzi od porastającego tamtejsze tereny selera, który pojawia się także na monetach miasta. Powstało około 628 roku przed naszą erą i stało się jednym z najważniejszych miast Sycylii. Rozwój osady doprowadził do szybkiego wzrostu populacji aż do 25 000 mieszkańców, a samo miasto przekształciło się z czasem w potężne centrum handlowe Magna Graecia i jedno z największych miast hellenistycznych. Wraz ze wzrostem znaczenia pojawiły się pieniądze, które starożytni Grecy mądrze wykorzystali, budując aż siedem świątyń poświęconych bogom i boginiom, w tym Afrodycie i Zeusowi.

   Największa agora starożytnego świata znajduje się właśnie tutaj – ma powierzchnię aż 33 000 metrów kwadratowych. Uprzywilejowane położenie miasta umożliwiało kontrolowanie drogi morskiej, a rolnictwo, którym zajmowali się mieszkańcy, pozwalało na utrzymanie ekonomii na wysokim poziomie. Okres świetności przerwał poważny konflikt z pobliską Segestą. To właśnie mieszkańcy tego miasta z pomocą Kartagińczyków w 409 roku przed naszą erą zaatakowali Selinus, co doprowadziło do zdziesiątkowania populacji miasta oraz zniszczenia większości jego budynków. Choć ocalałym mieszkańcom (którzy odtąd pozostawali poddanymi Kartaginy) pozwolono pozostać w mieście, Selinus już nigdy nie odzyskało dawnej potęgi. 

   Tak to podobno wyglądało w szczytowym okresie rozwoju. W środkowej części zabudowania mieszkalne z górującą nad nimi wielką świątynią, dwa porty i jeszcze dodatkowo świątynne po obu stronach:


   Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od Wzgórza Wschodniego, które obejmuje głównie trzy monumentalne świątynie. 

   Świątynia E, poświęcona Herze, ze względu na harmonię, proporcję i symetrię jest klasyfikowana jako jeden z najlepszych przykładów architektury doryckiej na SycyliiMa wymiary 70,18 x 27,65 m. Zadziwia kolumnami w niemal idealnym stanie, ale nie są one oryginalne. Świątynię zbudowano w okresie klasycznym, a około dwadzieścia lat temu została częściowo zrekonstruowana. Podjęta wtedy decyzja była równie kontrowersyjna, jak ta w Knossos na Krecie. Ale, w odróżnieniu od minojskiego pałacu, rekonstrukcja nie razi intensywną kolorystyką i robi pozytywne wrażenie:







      I jeszcze widok ze świątyni w stronę Akropolu (pierwsze zdjęcie) i w kierunku świątyń F i G:



   Na środku znajduje się świątynia F. Pochodzi z 560 roku p.n.e. i jest związana z bóstwem Ateny. Jest najmniejsza ze wszystkich i najstarsza, więc najgorzej zachowana. Nie oszukujmy się, to dziś po prostu góra kamieni (w tle kolumny świątyni E):

    Leżąca najdalej świątynia G to największy ośrodek kultu w Selinunte. Nie jest do końca pewne, czy konstrukcja powstała ku czci Zeusa, czy Apollina. Jej wewnętrzny dziedziniec składał się z aż 46 kolumn, a szacunki dotyczące jej rozmiarów wskazują na to, że pod względem wielkości rywalizować mogła nawet z Partenonem w Atenach. W 1832 roku odrestaurowano jedną z jej kolumn, która stoi samotnie, ale pozwala wyobrazić sobie oryginalną wielkość świątyni. Choć prawdopodobnie nigdy nie została ukończona, jest uważana za czwartą co do wielkości świątynię dorycką w świecie greckim i drugą co do wielkości na Sycylii: 






    Stamtąd przeszłyśmy do Akropolu, a droga zajęła nam prawie pół godziny. Ta część parku jest otoczona imponującymi murami obronnymi z okresu hellenistycznego:



   Najbardziej zapadającą w pamięć strefą Akropolu jest wzgórze świątyń, na terenie którego znajdują się ruiny aż pięciu z nich, niektóre źródła podają, że nawet sześciu. Wszystkie pochodzą z VII i VI wieku p.n.e.. Co do ich przeznaczenia spotkałam różne teorie. W przypadku świątyń A i O pojawiają się imiona Dioskurów Kastora i Polluksa, w przypadku "O" także Posejdona. Świątynia B z kolei mogła być poświęcona Demeter albo Empedoklesowi, filozofowi z Agrigento i kierownikowi prac melioracyjnych w Selinunte, choć nie jest to dostatecznie potwierdzone.

  Kiedy zwiedzamy część południową Akropolu, trudno jest dostrzec zarys budowli i wyodrębnić konkretne obiekty. Między świątyniami A i O a świątyniami B i R jest szeroka aleja, a po jej obu stronach znajdują się zwalone głazy:








   Północne konstrukcje to przede wszystkim dorycka świątynia C, prawdopodobnie Apolla, wyróżniająca się 23 kolumnami i widoczna z daleka, a przed nią widać też wszystkie, które wspomniałam poprzednio:




   Za nią znajdują się ruiny podobnej świątyni D, z której można przejść do części mieszkalnej Akropolu. Zachowane są tam pozostałości osady, podzielonej na regularne bloki o szerokości 132 metrów, określone przez główne i boczne uliczki:










    I jeszcze fortyfikacje północne:





   Mimo całej mojej miłości do ruin, 
po ponad 4 godzinach błąkania się wśród nich, musiałyśmy zwiedzanie przerwać. Niestety nie dałybyśmy rady dotrzeć do części zachodniej, z bizantyjskim baptysterium po drodze i pozostałościami ciekawego sanktuarium Malophoros, poświęconego żeńskiemu bóstwu (prawdopodobnie Demeter, bogini płodności). Specjalistom udało się tam dokonać dość dokładnej rekonstrukcji, dzięki której wiadomo, że do świętego obszaru wchodziło się przez monumentalną bramę, przy której znajdowały się dwa ołtarze ofiarne oraz studnia. Położona dalej właściwa świątynia była otwartą salą z ozdobnym portykiem, pozbawioną jakichkolwiek kolumn. Udało się ustalić też, że świątynia powiększana była przy wielu okazjach, o czym świadczą liczne elementy doryckie, jońskie i punickie. 

   Cały ten obszar jest naprawdę ogromny. I tak zobaczyłyśmy bardzo dużo, chociaż jeśli pojawi się okazja, chętnie tu wrócę. Tylko kiedy, jeśli tyle jeszcze innych ruin mi zostało do obejrzenia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katedra w Monreale

  Do Monreale p rzyjechałyśmy przede wszystkim z powodu słynnej królewskiej katedry  Santa Maria Nuova, która w 2015 roku znalazła się na li...