czwartek, 12 czerwca 2025

Tellaro i ośmiornica

  Kolejny dzień zaprowadził nas na wschodnią stronę Golfo dei Poeti, czyli Zatoki Poetów. Nazwa pochodzi od poetów i pisarzy, którzy szukali inspiracji, spędzając tu czas. Ten fragment liguryjskiego wybrzeża od wieków zachwycał wielkich twórców - Dantego, Shelley'a, Botticellego czy Turnera. Wśród nich byli także dwaj słynni Brytyjczycy – Lord Byron i David Herbert Lawrence. Nazwę “Zatoki Poetów” nadał okolicy komediopisarz Sem Benelli.    

  Można tu zobaczyć dwa malownicze miasteczka Lerici i Tellaro. Ponieważ jechaliśmy tam koło południa, postanowiliśmy zacząć od Tellaro, położonego na najdalej wysuniętym na wschód krańcu Zatoki, a wracać wieczorem z Lerici, które ma lepsze połączenie z La Spezią. 

   Przyjechaliśmy tu autobusem i wysiedliśmy na końcowym przystanku Tellaro Capolinea, na Piazza E. Figoli, w pobliżu XX - wiecznego kościoła Stella Maris. Z placu przed kościołem pięknie widać dolną część miasteczka. Ponieważ było wczesne popołudnie, a my zdążyliśmy już zgłodnieć, zaczęliśmy od makaronu w Osteria del Polpo:









  Posiliwszy się nieco, skierowaliśmy się na dół. Tellaro jest malutkie, ale urocze. Jego niewątpliwe piękno sprawiło, że znalazło się na słynnej liście najpiękniejszych wsi i małych miasteczek we Włoszech - „I Borghi più belli d’Italia”. Pastelowe budynki w niektórych miejscach przylegają do skalistego klifu. Pomiędzy kamieniczkami przebiegają wąskie i strome uliczki, chodniki i schody:





  Większość z nich prowadzi w dół, nad samo morze i do kameralnego portu. Obok portu znajduje się placyk z barem oraz mała plaża. Zeszliśmy tam i zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę:






  Tuż obok, na małym cypelku, stoi pastelowo-różowy kościółek pod wezwaniem San Giorgio (Św. Jerzego)Jest on najważniejszym zabytkiem miasta. Został zbudowany na skale i z trzech stron otoczony jest morzem. Kościół oraz ołtarz pochodzą z XVI w.. Przez stulecia budynek poddawany był erozji fal i soli morskiej, przez to dotrwał do dzisiejszych czasów w dość kiepskim stanie. Obok jest taras widokowy:






   Z kościołem w Tellaro związana jest pewna legenda. Głosi ona, że w 1660 r. sareceński pirat Gallo d’Arenzano, potanowił zdobyć Tellaro. Tego dnia pogoda była wyjątkowo brzydka, deszczowa i mglista. Dzwonnica kościoła służyła wówczas mieszkańcom za wieżę zwiadowczą. Niestety tej nocy zwiadowca zasnął, a mimo to dzwon kościoła zaczął bić na alarm. Obudzeni mieszkańcy odparli atak piratów. Gdy znaleźli się przy wieży, zobaczyli gigantyczną ośmiornicę, przyczepioną do sznura i kołysząca dzwonem. Od tamtej pory właśnie ośmiornica jest symbolem tego rybackiego miasteczka. 

  Podeszliśmy kolejną uliczką w górę mijając kolejne kolorowe domki, wzniesione ciasno jeden obok drugiego:



   Ponieważ w najbliższym czasie rozkład jazdy nie przewidywał żadnego autobusu, zeszliśmy do drogi i powędrowaliśmy dalej wzdłuż wybrzeża, aż do Lerici. To wprawdzie tylko 3,1 km, przewidziane na 40 minut, ale trochę słabo się szło. Na szosie był spory ruch, a chodnika ani pobocza praktycznie nie było. W dodatku panował upał. Pocieszaliśmy się za to pięknymi widokami: 








   A o Lerici będzie następny post.

środa, 11 czerwca 2025

Z wizytą u Wenus w Portovenere

    Przylecieliśmy do Pizy wieczorem, tylko z plecakami podręcznymi, i pieszo z lotniska powędrowaliśmy w okolice dworca kolejowego. Wynajęliśmy tam pokój tylko na tę jedną noc. Spacer zajął nam mniej niż kwadrans, a następnego dnia już po pięciu minutach znaleźliśmy się na dworcu. Pociągiem pojechaliśmy do La Spezii. Mieliśmy tam wynajęty na trzy noce apartament, ale był dostępny dopiero po południu, więc od razu z dworca pojechaliśmy na zwiedzanie. Próbowaliśmy najpierw kupić bilety całodniowe, ale nam się to nie udało ani wtedy, ani w kolejne dni. Do dziś nie wiem, gdzie można je nabyć. Ostatecznie ograniczyliśmy liczbę przejazdów i nie zapłaciliśmy wiele więcej.

   Plan przewidywał wycieczkę do Portovenere z przystankiem w Le Grazie, gdzie chciałam zwiedzić willę rzymską i mały kościół. Niestety ta część planu nie została zrealizowana. Okazało się, że w La Spezii jest jarmark, place i ulice w pobliżu dworca zastawiono stoiskami i musieliśmy dość daleko przejść na przystanek. W dodatku autobus przyjechał tak zatłoczony, że z trudem wepchnęliśmy się do środka. Na kolejnych przystankach jeszcze się kilka osób jakoś wcisnęło, więc obawiałam się, że jeśli wysiądziemy w Le Grazie, to potem możemy w ogóle nie dotrzeć do Portovenere, pojechaliśmy zatem od razu do końca.

   Miasteczko, wraz z sąsiadującym archipelagiem wysp (Palmaria, Tino i Tinetto) oraz parkiem narodowym Cinque Terre, jest na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO od 1997 roku. Niewielka wioska prawdopodobnie istniała w tym miejscu już w I wieku p.n.e. Rejon ten nawet mógł być zamieszkany przez antyczne ludy liguryjskie kilka stuleci wcześniej, ale pierwsze pisemne wzmianki pochodzą dopiero z II wieku n.e. i dotyczą rzymskiej osady rybackiej Portus Veneris (Port Wenus). Rzymianie zabudowali tu przede wszystkim południową część dzisiejszego miasta. Na skraju półwyspu, w miejscu obecnego kościoła św. Piotra, stanęła wtedy świątynia bogini Wenus (Venere Ericina), której miasteczko zawdzięcza swoją nazwę. Niestety, do dziś nie zachowały się żadne widoczne ślady po tamtych czasach.

   Zwiedzanie Portovenere zaczęliśmy od  Piazza Bastreri, położonego poza miejskimi murami, na który trafiliśmy zaraz za przystankiem:



  Jedną z atrakcji jest Zamek Doria, wybudowany w średniowieczu na zlecenie Republiki Genueńskiej, aby pełnił funkcje obronneNie wchodziliśmy do środka, ponieważ podeszliśmy na wzgórze od razu z placu. Zaczyna się tam szlak, prowadzący wzdłuż wybrzeża w kierunku Cinque Terre, po drodze są niezłe punkty widokowe, ale z tego miejsca do zamku wejść się nie da. Specjalnie nas to nie zmartwiło, bo nasze plany przewidywały jeszcze kilka zamków w tym rejonie, a widoki ze wzgórza zrekompensowały trudy tej wspinaczki:






      Jeżeli z tych skałek podejdzie się jeszcze kawałek dalej, to widać większy fragment zamku:


  Schodząc po schodach wzdłuż średniowiecznych murów, doszliśmy z powrotem na plac i do bramy, prowadzącej do miasta. Powstała ona prawdopodobnie w drugiej połowie XII wieku. Nad drzwiami widać napis "Colonia Januensis 1113", ale odnosi się on nie do budowy bramy, lecz do roku, w którym Porto Venere znalazło się pod skrzydłami potężnej Republiki Genui. Integralną częścią fortyfikacji jest sąsiednia, imponująca wieża obronna (Torre Capitolare), którą wzniesiono w drugiej połowie XII wieku (jej fragment widać po lewej stronie na trzecim zdjęciu):






   Zaczyna się tu główna uliczka miasteczka, Via Capellini, ze sklepikami i restauracjami. Doszliśmy nią do południowej części miasta. W murze jest przejście na skały, z których widać okoliczne klify, zamek oraz małą skalistą zatoczkę z Grotą Byrona. Poeta lubił tu przebywać, nawet podobno przeprawiał się przez całą zatokę wpław, aby odwiedzać swojego przyjaciela Percy’ego Shelleya. Nieco dalej są tam też malownicze okna widokowe:





   Na końcu cypla znajduje się kościół San Pietro. Przed prowadzącymi do niego schodami rozciąga się Piazza Lazzaro Spallanzani, otoczony murami obronnymi. Niektóre fragmenty fortyfikacji datowane są na VI w.:



   Kościół św. Piotra jest połączeniem dwóch budynków. Starszy wzniesiono na planie okręgu około VI w. w stylu romańskim, nowszy powstał w latach 1256 - 1277 w stylu gotyckim. Elewacja z pasów ciemnego i jasnego kamienia oraz spektakularne położenie świątyni czynią ją absolutnie wyjątkową. Na prawo od wejścia można obejrzeć fundamenty poprzedniej konstrukcji. Kościół jest typowym przykładem liguryjskiego gotyku, z surowym wnętrzem oraz charakterystycznymi masywnymi kolumnami w biało-czarne pasy:




   Od prawej strony do świątyni przylega romańska loggia z IX wieku z widokiem na wybrzeże:


 Powyżej, na dachu loggii, mamy punkt widokowy, na który możemy dostać się schodami obok wejścia do kościoła:



  Wracając biegnącą wyżej uliczką Via della Chiesa, równoległą do Via Capellini, doszliśmy do kolejnego kościoła. Chiesa San Lorenzo (św. Wawrzyńca), znany, również jako sanktuarium Białej Madonny, jest obecnie główną świątynią miasteczka. W XII wieku, gdy Porto Venere znalazło się w rękach Republiki Genui, zdecydowano o budowie nowego kościoła. Wybrano wzgórze, gdzie wcześniej istniała prawdopodobnie świątynia poświęcona Jupiterowi. Powstał romański kościół, który nie przetrwał w swoim oryginalnym kształcie. Najpierw, w XIV wieku, strawił go pożar, a w 1494 roku zniszczyły go siły Aragończyków szturmujących miasto. W XVI wieku budynek odbudowano w innym stylu, między innymi dodano masywną kopułę na miejscu dawnej romańskiej dzwonnicy. Nad portalem, w lunecie, umieszczono rzeźbę przedstawiającą męczeństwo świętego Wawrzyńca:







    Stamtąd udaliśmy się już na przystanek, bo chcieliśmy jak najszybciej się dostać do apartamentu. Były jakieś problemy z kontaktem z jego właścicielem, więc chcieliśmy mieć to już za sobą. I dlatego teraz również nie zatrzymaliśmy się w Le Grazie, za to po zakwaterowaniu wybraliśmy się (już bez plecaków) na zwiedzanie La Spezii. O tym jednak będzie inna notka.

Bucurie znaczy radość

     Może to będzie trochę naciągane, ale co mi tam. W rumuńskich nazwiskach końcówka -escu oznaczała pierwotnie „syna” (np. Popescu – syn ...